facebook

02 baner polska gora czyste

Czy można żyć u boku śpiącego olbrzyma grożącego wybuchem? Ależ tak! – mówią Włosi. Są przygotowani na erupcję Wezuwiusza przez sześć dni w tygodniu. Jeśli jednak zdarzy się to w niedzielę, wówczas pierwszeństwo będzie miał lunch w gronie rodziny. Wezuwiusz będzie musiał poczekać!

Tekst: Alicja Pawełek

Podobno wyłania się z mgieł morza, urzeka swoim zatrzymanym w czasie pięknem, czaruje grą i melodyjnym śpiewem. Jej nieoswojona uroda wabi wciąż nowych podróżnych. Jeśli sądzicie, że uda się ją obłaskawić, ukaże swe niebezpieczne oblicze. Wielu śmiałków przekonało się, że ta piękność nie pozwala się ugłaskać. Na szczęście! Skojarzenie Zatoki Neapolitańskiej z mitologiczną syreną nie jest przypadkowe. Legenda głosi, że Neapol powstał w miejscu, gdzie wody Morza Tyrreńskiego wyrzuciły na ląd martwe ciało syreny Parthenope, która, zrozpaczona ucieczką Ulissesa, rzuciła się do morza.

W Zatoce Neapolitańskiej, rozpostartej u stóp Wezuwiusza, czas płynie inaczej niż w innych częściach świata. Spacerując uliczkami tutejszych miast, co krok jesteśmy świadkami przenikania się teraźniejszości z przeszłością. To pozwala na moment zwolnić, zastanowić się nad sensem życia. O przeszłości nie sposób tutaj zapomnieć, o czym świadczą choćby problemy związane z budową kolejnej linii metra w Neapolu. Jak żartują niektórzy, nowe metro powinno poruszać się slalomem, bo miejskie podziemia najeżone są tak gęsto skarbami dawnych cywilizacji, że musiałyby one ulec zagładzie, gdyby tory szły prosto.

Ale tutaj to zupełnie normalne. Na wschodzie Zatoki Neapolitańskiej wybudowano słynne Pompeje i Herkulanum, chętnie zasiedlane niegdyś przez zamożnych obywateli Cesarstwa Rzymskiego. Na północy wyrosło, założone przez Greków, miasto Partenope – praprzodek współczesnego Neapolu. W zachodniej zaś części Zatoki, na Polach Flegrejskich powstały miejscowości portowe, jak Baia, Miseno czy Pozzuoli u podnóża Solfatary.

shutterstock 98330882

Kurort Herkulanum

Najbardziej gwałtowną podróż w czasie zapewnia odnalezienie – jak gdyby przez pomyłkę – Herkulanum (wł. Ercolano) w samym wnętrzu współczesnego miasta o tej samej nazwie. Odkryte starożytne zabudowania zajmują około jednej czwartej powierzchni kurortu. Mimo iż wspaniale się zachowały – ocalały nawet zwęglone fragmenty drewna – to większa część Herkulanum pozostaje wciąż zagadką. Budynki dzisiejszego Ercolano kryją pod spodem kolejne warstwy coraz starszych budowli. Ich eksplorację uniemożliwia jednak ryzyko zawalenia współczesnych budynków, jak i ukrytych pod nimi zabytków. Musimy więc zadowolić się udostępnionym fragmentem Herkulanum oraz Pompejami. A jest co oglądać!

Zarezerwowane dla VIP-ów!

Okryte mroczną sławą Pompeje zajmują zbyt dużą powierzchnię, aby poznać je w jeden dzień. Poza spektakularnym amfiteatrem, teatrem wielkim czy gimnazjonem, warto przyjrzeć się śladom codziennego życia mieszkańców, takim jak choćby thermopolium – prekursor dzisiejszych budek z fast-foodem. Forum miasta skupiało niegdyś obiekty kultowe i hale targowe. Kwitł handel, rozwijał się eksport. O wygodach pompejańskiego życia świadczą zarówno prywatne, jak i publiczne termy z oddzielnymi pomieszczeniami na kąpiel zimną i gorącą. Już wtedy istniały miejsca dostępne tylko dla VIP-ów – aby zająć honorowe siedzenia, należało okazać dokument tożsamości. Mimo zamożności miasta kradzieże skłaniały patrycjuszy do budowy willi bez okien na parterze!
Spacerując pod murami Pompejów, warto zerknąć na okładki przewodników oferowanych turystom. Niezbicie pokazują, że miasto nie grzeszyło przyzwoitością, w czym podobno nie było odosobnione. Erupcja Wezuwiusza, która przyniosła śmierć miejscowej ludności i towarzyszące tej tragedii okoliczności przywodzą na myśl biblijną opowieść o zagładzie Sodomy i Gomory. Można sobie wyobrazić skalę zniszczeń, wyznaczając „na oko” punkt przecięcia tworzących stożków wulkanicznych Wezuwiusza i Sommy, stanowiących onegdaj jeden szczyt. Oczami wyobraźni widzimy Pompeje całkowicie przykryte warstwą popiołu, miejscami dochodzącą do siedmiu metrów grubości.

Najnowsze badania dowodzą jednak, że mieszkańców zasypanych rzymskich miast zabiła nie lawa, czy kamienie, ale temperatura sięgająca 600OC. Część z nich, na szczęście, zdołała uciec. Do dzisiaj zachował się opis jednej z takich ucieczek pióra Pliniusza Młodszego: „Zanim się obejrzeliśmy, ogarnęła nas ciemność, nie taka, jak pozbawiona blasku księżyca lub pochmurna noc, lecz taka, jak w zamkniętym pomieszczeniu, kiedy zgaszą lampę. Wielokrotnie stawaliśmy, aby strząsać z siebie popiół, inaczej jego ciężar przykryłby nas lub wręcz zmiażdżył”.

Kiedy ciemności wreszcie się rozproszyły Pliniusz Młodszy z przerażeniem zobaczył „odmieniony świat, głęboko pogrzebany pod popiołami niby pod śnieżną lawiną”. Niewykluczone, że osiedlający się tu Rzymianie nie wiedzieli, że znajdujący się tuż obok nich olbrzym to aktywny wulkan. Jego wybuch w 79 roku zaskoczył wszystkie pobliskie miasta. Można się było jednak tego spodziewać – po uprzednim trzęsieniu ziemi w 62 roku pozostały zdeformowane miejskie mury, w których ubytki uzupełniono cegłami.

shutterstock 195356648

Świątynia Apolla i łaźnie

Nieoceniony wpływ na kulturę, wierzenia i styl życia miejscowej ludności mieli Grecy, którzy przybyli tu już w VIII w. p.n.e. i założyli swoją pierwszą kolonię Kume na zachodnim krańcu Pól Flegrejskich. Miasto, znane z opowieści o Sybilli Kumańskiej, kryje pozostałości po różnych kultach. Warto dostać się na szczyt akropolu w Kume, aby obejrzeć pozostałości świątyni Jupitera: plan podium oraz chrzcielnicę, dowód przekształcenia budowli w chrześcijańską bazylikę. Jeśli zapuścimy nieco dalej, do pobliskiej miejscowości Pozzuoli, odkryjemy też fragmenty kontrowersyjnej budowli, która okazała się być…centrum handlowym z końca I w.

W pobliżu pradawnej Kume znajdziemy też owiane grozą jezioro Averno, nazywane przez starożytnych Rzymian wejściem do Hadesu. Jak sama nazwa wskazuje (pochodzi od greckiego aornos – bez ptaków), panowały tu niegdyś nader nieprzyjazne warunki. Znacznie większa niż obecnie aktywność wulkaniczna Pól Flegrejskich, gdzie znajdowała się „cuchnąca Averna gardziel”, powodowała wydzielanie gazów tak strasznych, że zabijały nadlatujące ptaki. Tajemniczości dodawał porastający tu niegdyś „bór srogi i Kocytu fal czarne zwierciadła”. Dziś po borach nie pozostał żaden ślad, a zielonkawą taflę wody przemierzają kacze stada.

Jakkolwiek było tu za czasów cesarza Hadriana, powstała tutaj świątynia Apolla, której budowę przypisywano mitycznemu Dedalowi. Jej współczesne ruiny stanowią tylko maleńką część dawnych zabudowań, skrytych w większości pod ziemią. Tymczasem sama kopuła świątyni mierzyła niegdyś 38 metrów! Atrakcyjną lokalizację wykorzystano, budując łaźnie podgrzewane przez gorące źródła. Ówczesny obiekt wellness wyposażono również w basen z zimną wodą zaczerpniętą z jeziora. Mityczny zbiornik wodny posłużył też do celów militarnych. Połączony żeglownym kanałem z jeziorem Lucrino, umożliwił budowę strategicznego portu Juliusza. Olbrzymim osiągnięciem okazała się także budowa na Polach Flegrejskich wielkiego zbiornika słodkiej wody. Ta największa rzymska cysterna zasilana była wodą, dostarczaną przez akwedukt Serino – ten sam, który zaopatrywał w wodę pitną Neapol i Pompeje.

O sole mio

Pobieżne spojrzenie na niewielkie wzgórze w pobliżu jeziora Lucrino nie wystarczy, by docenić jego wartość. Nowa Góra słynie jako najmłodsza w Europie, gdyż wypiętrzyła się w 1538 r. w wyniku ruchów sejsmicznych Pól Flegrejskich. Wybuch wulkanu całkowicie pogrążył średniowieczną wioskę Tripergole, słynącą z terapeutycznych właściwości źródeł termalnych. Na skutek erupcji lokalne SPA uległo zniszczeniu i zapomnieniu, a źródła – zasypaniu. Przemieszczanie skorupy ziemskiej nie zakończyło się jednak w średniowieczu. Ziemia drży podobnie jak drzemiący potwór Wezuwiusz, który pozostaje wciąż aktywny, stanowiąc największe zagrożenie wulkaniczne na stałym lądzie Europy. Ostatni duży wybuch w 1944 r. skłania do refleksji nad przyszłością tego rajskiego zakątka. Nikt jednak nie wybiega tak daleko w przyszłość – do tego służy obserwatorium, rejestrujące ruchy sejsmiczne we wnętrzu wulkanu. A życie toczy się swoim rytmem.

Neapol porywa nas swoim tempem. Wszędzie pośpiech. Łamanie przepisów drogowych na ulicach starego miasta stało się już normą. Wyprzedzanie prawą stroną, wpychanie się „na trzeciego”, wymuszanie pierwszeństwa przez pieszych przed samą maską pojazdu czy slalom skuterów pomiędzy przechodniami na pasach, to tylko jedna strona duszy tego miejsca. Inna – jak w słynnej neapolitańskiej pieśni „O sole mio” (Moje słońce), jest rzewna i romantyczna.

shutterstock 134712803

Miasto lubi szokować. Inspiruje wiarą katolików w cudowną moc patrona Neapolu, św. Januarego, który ma chronić przed wybuchem Wezuwiusza. Zagrzewa gorącą miłością mieszkańców do piłki nożnej – tutejszej „drugiej religii”. Porusza widokiem bezdomnych, śpiących w najlepsze koło światowej klasy zabytków, na przykład Uniwersytetem Fryderyka II, którego absolwentem i wykładowcą był św. Tomasz z Akwinu. Wreszcie, rozbraja głosem mieszkańców: „Jesteśmy przygotowani na wybuch Wezuwiusza przez sześć dni w tygodniu. Jeśli jednak wulkan eksploduje w niedzielę, wówczas pierwszeństwo ma rodzinny lunch. Wezuwiusz będzie musiał poczekać!”