facebook

Posiedzieć w termalnych gejzerach, posłuchać pod wodą walców Fryderyka Chopina, a potem zjechać na nartach z ośnieżonych szczytów lodowców? To da się zrobić. W dolinie Ötztal jest wszystko, czego ciało, dusza i zmysły zapragną.

Tekst: Elżbieta Pawełek

Otaczają nas surowe, majestatyczne góry, z ciągnącą się cienką nitką doliny Ötztal. Na ich tle Aqua Dome wyrasta niczym kosmiczna budowla. Szklana piramida i zewnętrzne baseny w kształcie latających talerzy wyglądają imponująco. To jednak tylko przedsmak mocnych wrażeń. 

W jedynych tyrolskich termach, w niewielkiej miejscowości Längenfeld, jest wszystko, czego dusza zapragnie. Baseny wewnętrzne, wodospady, podwodny fitness i kanały jak w Wenecji, którymi wypływamy na zewnątrz. A tam, na świeżym powietrzu, do wyboru whirlpool, jacuzzi, wodne wirówki. W pierwszym basenie – talerzu, gdzie temperatura wody dochodzi do 38°C, korzystamy z kąpieli solankowych. Zanurzamy głowę w wodzie, słychać fragmenty „Grande valse brillante” Fryderyka Chopina! W kolejnym talerzu rozsiadamy się na podwodnych ławach i poddajemy masażom wodnych dysz. Obserwujemy tryskający na środku gejzer. To śnieg spływający z okolicznych lodowców przedostaje się przez skały do ziemi i z głębokości 1800 metrów wydostaje na powierzchnię w postaci wody termalnej. Do zaliczenia został nam jeszcze trzeci talerz z kojącymi bąbelkami. Dla dzieci też są atrakcje – zjeżdżalnie, fontanny, piaszczysta plaża i wodospady na wodnej Arce Noego. Nad bezpieczeństwem czuwają ratownicy.  

Kąpiel we mgle
Wodna idylla mogłaby trwać bez końca, ale czas na SPA. Zaglądamy do skalnej groty. Naciskamy jeden z trzech guzików – słychać grzmoty, zaczyna padać deszcz tropikalny, drugi guzik – z góry leci lodowaty wodospad, trzeci z kolei uruchamia kąpiel mgielną. Dalej czeka na nas podświetlony basen z solanką i świat saun, nazwanych „Płonącym lodowcem”. 
Do wyboru mamy saunę, w której jak w wiejskiej chacie jest siano pośrodku, kolejną w stylu loftu, z wielkim kotłem miedzianym do robienia naparów, turecką parową, ogromną niczym pałac jakiegoś paszy i jeszcze fińską. Na wyciągnięcie ręki znajdują się baseny zewnętrze i komora do krioterapii. 
Ale po kolei. Najpierw napar solny. Po krótkim rozgrzaniu wcieramy w ciało miękką sól z Morza Martwego, która działa jak oczyszczający piling. Przez 8 minut pocimy się w saunie, a potem obowiązkowo schładzamy ciała na zewnątrz. Następnie czeka na nas napar miodowy, który odżywia skórę. 
Na zakończenie – napar peloidowy na twarz i dekolt (wygląda jak mulisty osad, ale to jeden z najczystszych naturalnych produktów), doskonały przy podrażnieniach, świetny na zmarszczki. 

Zapach Sahary 
Jeśli starczy sił, fińska sauna zaprasza na „aufguss”. Mistrz ceremonii rzuca na rozgrzane kamienie drobne kostki lodu i z energią zaczyna wywijać nad naszymi głowami w parze pachnące olejki. Patrzymy na niego z podziwem. Nie męczy się wcale, kiedy my słabniemy z pragnienia i uderzeń ciepła jak na Saharze. Siedzimy jednak dzielnie, wierząc w moc terapii. Sauna służy zdrowiu nawet przy nadciśnieniu. Już po 15 wizytach ciśnienie tętnicze może wrócić do normy. Ważne, żeby robić przerwy, schładzać organizm, najlepiej powoli, od dołu ku górze. Moczymy więc nogi w zimnej wodzie, stąpamy po kamieniach w rwących strumykach. 
A potem sadowimy się w kabinach do aromaterapii. Po chwili rozkoszujemy się zapachem mango, pomarańczy i jabłek. Gdyby nie buchająca zewsząd para, można by mieć wrażenie, że jesteśmy w sadzie. Na koniec odwiedzamy pokój panoramiczny. Rozparci na wygodnych leżakach słuchamy kojącej muzyki, spoglądając na ośnieżone szczyty Ötztal. Zrelaksowani oddajemy się w ręce specjalistów od kosmetycznych zabiegów, egzotycznych masaży i rytuałów Ajaran z Bali, mających dać wewnętrzny spokój i piękny wygląd. W ruch idą gorące kamienie, a także mieszanki z białej glinki, węgla dębowego, alg i ekstraktów roślinnych. Nie zaszkodzi też błoto oceaniczne – na ujędrnienie ciała. 

I na narty!
Pobyt w SPA urozmaicą wypady do raju narciarzy – pobliskiego Sölden. Dojazd skibusem trwa 30 minut. Warto też skorzystać z nowej, kosmicznej kolejki na Glaislachkogel. Jest odporna na wiatr oraz wstrząsy, a na jej budowę wydano blisko 40 mln euro! To największa inwestycja w historii austriackiego narciarstwa. Z listy „naj” można jeszcze wymienić: najpewniejszy śnieg, bo zapewniają go dwa lodowce, najdłuższa trasa zjazdowa w Austrii – 15 km i najfajniejsza impreza w Alpach na zakończenie sezonu. A po nartach znów skok do term. Od Aqua Dome można się uzależnić. Na szczęście, jest to uzależnienie przyjemne i zdrowe! 

Aqua Dome
Aqua Dome 
Aqua Dome z luksusowym hotelem, utrzymanym w stylu feng shui, to najnowocześniejszy kompleks Wellnes[&]SPA w Austrii. Tradycja korzystania z wód termalnych w Längenfeld sięga jeszcze XVI w., kiedy korzystano tu z miejscowych ciepłych źródeł. Niestety, potem wyschły. Dopiero w 1986 r., w efekcie nowych odwiertów, odkryto gorące źródła termalne. Aqua Dome – Tirol Therme Längenfeld
www.aqua-dome.at, www.soelden.com, www.oetztal.com