facebook

Hotele na wodzie od dawna są w modzie. Zwłaszcza te najbardziej luksusowe, rozlokowane wokół tropikalnych wysp. Ostatnio trendy stają się też hotele pływające, a i podwodne przestają być jedynie wytworem naszej wyobraźni.

Tekst: Katarzyna Sołtyk

Planeta oceanów
Ziemia to planeta oceanów, a morze ma dobroczynny wpływ na nasze zdrowie. Jednak to właśnie wodę najtrudniej nam poskromić, a morskie głębiny – opanować. Pierwszy na podbój podwodnej krainy wyruszył Jacques Cousteau. Dzisiaj w morskiej toni można już nie tylko nurkować czy pływać łodziami podwodnymi, ale i mieszkać, czy zażywać wyszukanych zabiegów SPA. Najbardziej futurystyczne podwodne resorty ciągle są jednak w fazie projektów.

 

Woda morska zawiera niemal wszystkie pierwiastki chemiczne występujące w naturalnej postaci na Ziemi. Bogactwo to sprawia, że ma ona tak dobroczynny wpływ na zdrowie i urodę. Każda kąpiel w morzu oczyszcza skórę, poprawia jej nawilżenie i ukrwienie, a także napięcie i elastyczność. Dzięki temu skóra młodnieje. Trzeba tylko pamiętać, by po kąpieli spłukiwać ciało i włosy, bo wysychająca na skórze sól powoduje jej odwodnienie. Oczywiście pozytywnych efektów nie należy oczekiwać z dnia na dzień, ale 2-3 tygodniowy urlop nad morzem może zdziałać cuda. A jak do tego dołożymy kilka profesjonalnych zabiegów talasoterapii, efekt murowany!

Morze jest dobre na wszystko
Lista chorób, na które morski klimat działa niczym lekarstwo, jest długa i niezwykle różnorodna – od schorzeń dróg oddechowych, przez choroby skóry, alergie, aż po bezsenność i osteoporozę. Bezkres wody i szum fal działają kojąco na zmysły i odprężają, klimat morski wzmacnia odporność, a każdy łyk wolnego od zanieczyszczeń powietrza oczyszcza płuca i oskrzela. Doceniają to zwłaszcza mieszczuchy, które mają śluzówkę dróg oddechowych zniszczoną mieszaniną spalin i pyłów oraz alergicy, którzy okres wzmożonej emisji alergenów powinni spędzać na plaży, bądź statku. Nad morzem oddech pogłębia się, płuca odzyskują swoją naturalną pojemność, a rozpylony w powietrzu solankowy aerozol nawilża i odżywia śluzówkę oraz stymuluje jej regenerację.
Nic dziwnego, że z roku na rok przybywa kurortów budowanych coraz dalej i głębiej w morzu. Są wśród nich tradycyjne domki na palach – np. na wyspach Bora Bora we Francuskiej Polinezji, na Malediwach (Ocean Indyjski) czy wyspach Fidżi (Oceania). Są też drapacze chmur stojące na sztucznie sypanych wyspach, jak imponujący „żagiel” w Dubaju, czyli Burj al-Arab (Arabska Wieża) – jeden z najwyższych hoteli świata, a jednocześnie pierwszy, i jak dotąd jedyny, obiekt 7-gwiazdkowy. 56-piętrowy hotel o wysokości 321 m to symbol stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz arcydzieło architektury nowoczesnej należące do kompleksu Jumeirach Beach Resort. Oferuje noclegi w cenie od 4 do 24 tys. zł. Na gości czeka też luksusowe Assawan SPA z widokiem na Zatokę Perską.
Malediwy
Luksus na wodzie
Malediwy słyną z najpiękniejszych i najbardziej wystawnych hoteli na wodzie. Turkusowe wody Oceanu Indyjskiego to ulubione miejsce ludzi sławnych i bogatych odwiedzających m.in. Six Senses Resort w lagunie Soneva Gili oraz Conrad Maldives Rangali Island Resort. Spośród 50 luksusowych willi hotelu Conrad, aż 21 usytuowanych jest na wodzie, a dziewięć z nich to prywatne mini-SPA dla par – z jacuzzi na tarasie, przestronną łazienką z wanną i widokiem na ocean oraz osobnym gabinetem zabiegowym z dwoma łóżkami do masażu. W hotelu znajdują się aż trzy SPA wyspecjalizowane w rytuałach z całego świata, w tym również w talasoterapii. Nie ma chyba lepszego miejsca do leczenia morzem, niż SPA na falach tropikalnej laguny. Pokoje zabiegowe znajdujące się na wodzie (Retreat Water Villas oraz Over-Water SPA) mają szklane dna, co potęguje poczucie oderwania od całego świata i zagłębienia się w wodnym świecie.
Każdego kogo znudziły banalne resorty przy plaży, na sztucznych wyspach, bądź luksusowe wille na wodzie, ucieszy zapewne fakt, że nadciąga era pływających oraz podwodnych hoteli. Wakacje w głębinach to już dzisiaj nie jest jedynie film science fiction, ale rzeczywistość – choć przeznaczona tylko dla najbogatszych. I nie mówimy tu o nurkowaniu, wizycie w akwarium, czy wycieczce łodzią podwodną, ale o spaniu, jedzeniu, ceremonii ślubnej i zabiegu SPA wykonywanym na głębokości 3, 5, 10 czy nawet 20 m pod powierzchnią wody. Ruszyła realizacja pierwszych futurystycznych projektów, a w planach są już kolejne. W przyszłości mają one być antidotum na globalne ocieplenie i podniesienie poziomu oceanów. Dzisiaj są tylko modą i ekstrawagancją dla osób poszukujących nowych wrażeń.

Precontinent I i II
Wszystko zaczęło się we wrześniu 1962 r., kiedy Albert Falco i Claude Wesly założyli maski i zanurkowali u wybrzeży Marsylii, aby przez dwa tygodnie pozostać pod wodą, w pomieszczeniu szerokim na 5 i wysokim na 2,44 m. Tak rozpoczął się pierwszy z eksperymentów Jacquesa Cousteau – Precontinent I, a wraz z nim szturm na morskie głębiny.
Drugi etap tej podwodnej odysei – Precontinent II trwał od marca do sierpnia 1963 r. Na rafie Shab Roumi w Morzu Czerwonym, u wybrzeży Sudanu stanęło pierwsze na świecie podwodne osiedle, składające się m.in. z dwóch kapsuł mieszkalnych. Dzisiaj w miejscu tym znajduje się jedynie garaż na batyskaf, nazywany Jeżowcem lub Cebulą, oraz magazyn na sprzęt i porozrzucane przez prądy morskie resztki klatek ochronnych, przeciw rekinom. Dwa główne domki mieszkalne wydobyto na powierzchnię zaraz po zakończeniu eksperymentu. Rozgwiazda znajdowała się na głębokości 11 m. W środku były salono-jadalnio-dyspozytornia, dwie sypialnie, łazienka oraz kuchnio-laboratorium. Pięciu oceanautów przebywało w niej przez miesiąc. Załoga miała dla zdrowia duży zapas witaminy D i lampę kwarcową do opalania, dla rozrywki – książki i magnetofon, a dla towarzystwa – papugę o imieniu Claude. Obowiązkiem tej ostatniej było zemdleć, gdyby skład powietrza stał się szkodliwy. Na 26 metrach zawieszono drugą mieszkalną kapsułę – Rakietę, w której Porte Latine i Canoe Kientzy spędzili w bardziej spartańskich warunkach cały tydzień. Wszystko po to, żeby udowodnić, że człowiek może przebywać pod wodą bez uszczerbku dla zdrowia oraz by wypróbować nowe (na ówczesne czasy) mieszanki do nurkowań głębokich.
Conrad Maldives Rangali Island Resort
Okno z widokiem na rafę
Trzeba było ponad dwudziestu lat, żeby powstał pierwszy hotel podwodny. Utworzono go w wybudowanym na początku lat 70. ubiegłego wieku podwodnym laboratorium. Od 1986 r. funkcjonuje pod nazwą Jules Undersea Lodge (na cześć autora „20 tysięcy mil podwodnej żeglugi”), u wybrzeży Key Largo na Florydzie. Żeby w nim zamieszkać, trzeba zanurkować w Szmaragdowej Lagunie na głębokość 6,5 m. We wnętrzu są zaledwie dwa pokoje, nie ma mowy o wielkich luksusach, ale emocji nie brakuje. Nocleg kosztuje od 300 do 650 dolarów, w zależności od ilości osób (6-1). Dostępny jest również dla osób nie posiadających nurkowych certyfikatów, ale one muszą przejść wstępne, dodatkowo płatne szkolenie. Jules Undersea Lodge można też zwiedzać podczas trzygodzinnego pobytu z lunchem, za jedyne 150 dolarów od osoby.
Hotele projektowane i budowane współcześnie są już dużo bardziej luksusowe, a przede wszystkim nie wymagają od klientów umiejętności nurkowych. Jednak koszty ich powstania i utrzymania są tak wysokie, że póki co nie doszło do finalizacji żadnego z dużych resortów, których otwarcie planowano na koniec pierwszej dekady XXI w. Do najgłośniejszych należą Crescent Hydropolis Resorts w Dubaju oraz Poseidon Undersea Resort na Fidżi. Planuje się sieć takich rezydencji na całym świecie. Projektami tego typu co Hydropolis i Poseidon zainteresowane są takie kraje jak Chiny, Monako czy Oman.
Twórcę Hydropolis, Joachima Hausnera, zainspirowały wizjonerskie powieści Juliusza Verne'a. Kompleks 220 luksusowych apartamentów ma powstać 20 m pod powierzchnią Zatoki Perskiej i zajmować powierzchnię londyńskiego Hyde Parku. Poseidon został zaprojektowany przez specjalistów od łodzi podwodnych. Każdy apartament o powierzchni 60 m2 to kapsuła położona na głębokości 14 m, możliwa do wydobycia na powierzchnię, gdyby wymagała napraw czy remontu. Goście będą mieli do dyspozycji również łódź podwodną, podwodną bibliotekę i kapliczkę do udzielania ślubów, a także restauracje i bungalowy na plaży. Zakładano bowiem, że w głębinach będzie można spędzić jedynie dwie noce z rzędu. Później, odcięci od słońca i świeżego powietrza goście będą zapraszani do komfortowych apartamentów przy plaży. Za tydzień pobytu w hotelu będzie trzeba zapłacić (bagatela!) 15 tys. dolarów. Dla chętnych i wystarczająco zamożnych klientów przewidziane są też głębinowe śluby oraz wesela.
Dzisiaj pod wodą można zamieszkać w Szwecji oraz na Malediwach. Hotel Utter Inn posiada jeden pokój zanurzony w jeziorze Mälaren (3 m pod wodą) w pobliżu miasteczka Västeras. A Conrad Maldives Rangali Island Resort zaprasza do podwodnej restauracji Ithaa, położonej na głębokości 5 m. Największą atrakcją są ceremonie ślubne z barakudami, strzępielami, napoleonami i papugorybami w roli świadków i gości – mokre, czyli ze sprzętem nurkowym, oraz suche – w podwodnej restauracji. A na specjalne życzenie również noc poślubna w głębinach morskich.



Water-Discus-HotelPolacy budują podwodne hotele
Jak dotąd niewiele wyszło z zaplanowanych podwodnych inwestycji hotelowych, m.in. z powodu światowego kryzysu. Wciąż jednak przybywa futurystycznych projektów. Katarczycy planują budowę resortu o nazwie Amphibious 1000, w skład którego mają wejść cztery hotele z podwodnymi pokojami oraz czteropiętrowymi apartamentami unoszącymi się na powierzchni wody. Australijczycy chcą otworzyć na Wielkiej Rafie Koralowej podwodne SPA zasilane kolektorami słonecznymi. W planach są też hotele pływające.
W budowę podwodnych hoteli włączyli się nawet Polacy. Nasi naukowcy z Politechniki Gdańskiej zaprojektowali Water Discus Hotel. Polskie firmy wezmą też współudział w jego budowie. Ma się składać z dwóch głównych dysków – jeden na powierzchnią, drugi 10 m pod wodą z 21 pokojami oraz barem i centrum nurkowym. Każdy z nich będzie miał na wyposażeniu podwodny pojazd, dzięki któremu goście będą mogli podziwiać morski świat podczas wycieczek. Discus Hotel ma stanąć... a jakże, w Dubaju – światowej stolicy luksusu i ekstrawagancji. Budowa ma ruszyć w 2013 roku, wcześniej przy deptaku w Gdyni Redłowie będzie można obejrzeć jego miniaturowy prototyp.
Jednym z najbardziej surrealistycznych pomysłów wydaje się stworzenie „dziury w wodzie” – Seuthopolis. Jej celem jest odsłonięcie ruin starożytnego miasta trackiego, mieszczącego się na dnie zbiornika wodnego na terytorium Bułgarii. Zakłada się budowę okrągłego wału o średnicy 420 m i wysokości ponad 20 m, następnie osuszenie wody znajdującej się we wnętrzu. Powstała w ten sposób dziura byłaby atrakcją turystyczną prezentującą ruiny sprzed 2400 lat. Wewnątrz znalazłyby się również luksusowe hotele, restauracje.

 


Talasoterapia
Dobroczynne działanie na organizm ludzki wody morskiej i klimatu panującego nad morzem znane są od starożytności. Już 480 lat p.n.e. Eurypides twierdził, że „morze leczy ludzkie choroby”. Platon dowodził, że „morze zmywa ból”, a Hipokrates zalecał gorące kąpiele w wodzie morskiej.
Thalassa po grecku znaczy morze. Talasoterapia (thalassoterapia) to upiększające, relaksujące i lecznicze zabiegi wykorzystujące wodę morską, algi, piasek, glinkę czy nawet muszle.
Skład wody morskiej jest prawie identyczny ze składem osocza naszej krwi, stąd tak łatwe przyswajanie potrzebnych do życia mikroelementów występujących w wodzie morskiej oraz ogromna skuteczność kuracji wykorzystującej dobra tego środowiska do przywracania równowagi psychofizycznej organizmu. Służą temu okłady oraz maseczki z alg lub glinki morskiej, kąpiele i hydromasaże (oczywiście w wodzie morskiej), ręczne masaże pod strumieniami wody morskiej, stemplowanie muszlami i bicze wodne.
Klasyczna, pełna kuracja składa się z kilku etapów:
– pobyt w saunie z rozpyloną zjonizowaną wodą morską (rozszerza naczynka i przygotowuje skórę do kolejnych zabiegów),
– piling solą morską
– okład z papki z błota, alg i wody morskiej – dla lepszego wchłaniania ciało owija się folią termiczną
– mokry masaż, czyli kąpiel w wannie z hydromasażem, wypełnionej wodą morską wzbogaconą w algi, olejki czy mleko; może też być masaż manualny pod strumieniami wody morskiej
– na koniec delikatny masaż odprężający, np. muszlami