facebook

Piosenkarka, która śpiewa sercem. To rzadki dar. Tak jak jej ogromna pogoda ducha i miłość do ludzi. Może wypływa to z faktu, że nieustannie towarzyszy jej głośny, szczery śmiech i niezwykłe „aniołowo”.

Na ścianie w salonie obraz trzech aniołów pochylających się nad domostwem. W przedpokoju kołysze się pod sufitem kolejny anioł trzymający napis „dom pod dobrym aniołem”… 

Z Danutą Błażejczyk rozmawia Marzanna Graff

Danuta Blazejczyk magazyn EdenDorosła kobieta, a wierzy w anioły i szczęśliwe zakończenia…
Wierzę! I jest mi z tym bardzo dobrze!

Powiedziałaś mi kiedyś, że dobierasz starannie znajomych. Doszłaś do wniosku, że część osób zabiera Ci energię swoimi wiecznymi problemami (prawdziwymi bądź urojonymi) a człowiek powinien otaczać się ludźmi, którzy potrafią tyle samo dawać, co brać. Naprawdę poczułaś to odbieranie sił, żerowanie na Twoim sercu.
Może tego nie da się do końca wytłumaczyć, ale czasami w towarzystwie pewnych ludzi, trochę brakuje mi powietrza, nie mogę zebrać myśli, czuję się rozdrażniona, a ja tak lubię mieć komfort i jasne relacje. Patrzę ludziom w oczy, gdy rozmawiam, czytam człowieka w zwykłym podaniu ręki, uśmiecham się. Lubię ludzi, lubię z nimi być, wspólnie pracować, bawić się. Przygotowując się do występu, nie mogę doczekać się momentu spotkania twarzą w twarz z publicznością. Bez nich jestem samotna i niepotrzebna. Ludzie są mi potrzebni do szczęścia i ufam im. Mam przyjaciół, ale chyba jakiś wróg też się znajdzie. Nie kocham wszystkich – nie jestem w stanie, ale tych co kocham i którzy są dla mnie ważni, dla nich mogę wszystko.

Kocham Twoje piosenki. Co tam piosenki, ja uwielbiam całą Ciebie na scenie. Potrafisz porwać publiczność, która śpiewa razem z Tobą, potrafisz wycisnąć łzy. Między piosenkami mówisz do publiczności jak do najlepszych przyjaciół. Jak Ty to robisz?
Nie wiem na czym to polega i jak to się dzieje. Nie przygotowuję sobie żadnych przemówień – może to wynika z faktu, że kocham swoje piosenki i one są dla mnie ważne. Mówią o tym, co spotyka każdego człowieka – taka mała terapia na wszystko, co złe, szare i smutne. Czy w smutku, czy w radości jesteśmy tacy sami i wszystkim nam szczęście potrzebne jest do szczęścia. Bardzo szanuję też swoją publiczność. Bez nich to ja mogę sobie śpiewać… w łazience. Więc jak długo będą chcieli mnie słuchać, będę się z nimi dzielić wszystkim, co we mnie najlepsze.

Ostatnimi laty dbasz bardzo o dietę, ćwiczenia. Nie da się ukryć, że Twoja figura, wygląd zmieniły się dość mocno. Przyznaj się, jak tego dokonałaś i błagam, powiedz, że to liposukcja i operacje plastyczne. Wtedy pojawi się spora skaza na Twoim miłym wizerunku.
Nie dam Ci tej satysfakcji (śmiech). Z biegiem lat, wszyscy staramy się żyć bardziej świadomie. Miałam wielkie szczęście, że spotkałam człowieka wyjątkowego, dzięki któremu moje niemoce przekułam w moc. Bo nie ma żadnych ograniczeń, ani wagowych, ani wiekowych. Są ludzie którzy potrafią motywować, dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem, wspierać i czuwać. Spotkałam takiego Anioła Stróża. To Konrad Gaca. Dzięki niemu ludzie mogą stać się tacy, jacy są w swoich marzeniach. I to bez operacji, skalpela. Wszystko dzięki własnej woli i pracy nad sobą. Mój przypadek to „pikuś”. Konrad ratuje ludzi, pomaga im znaleźć sposób na zdrowe i radosne życie i sprawia, że są szczęśliwi.

A dlaczego chciałaś schudnąć? Pogoń za modą?
Prowokatorka! Wiesz dobrze, że nie wariuję i nie poddaję się każdej modzie. Ja chciałam zrzucić te swoje kilogramy, bo ciężko było mi żyć samej ze sobą – opadały mi skrzydła i coraz trudniej było się wzbić do lotu, działać, pracować, żyć. Chciałam siebie lubić, a nie wmawiać sobie na siłę, że siebie lubię. A teraz to ja siebie już kocham.

Masz dar w głosie, ale też ciężko pracujesz, żeby każdy koncert był przeżyciem. Nie odpuszczasz ani sobie, ani tym, którzy towarzyszą Ci na scenie. Często towarzyszy Ci w koncertach Twoja córka Karolina. Czy dla niej też jesteś tak wymagająca?
O to powinnaś zapytać moją córkę. Ale tak szczerze, to myślę, że jestem i to chyba bardzo wymagająca. I myślę, że gdyby nie była utalentowana i muzykalna, to ja zrobiłabym wszystko by jej nie dopuścić do sceny – bo wtedy byłaby tylko córką Danuty Błażejczyk, i ludzie mogliby mieć powody by jej dokuczyć. Jednak jest inaczej. Ona ma talent. Karolina, gdy wychodzi na scenę jest już sobą, Karoliną Błażejczyk. I jestem z niej bardzo dumna i szczęśliwa, bo ma w sobie światło. Tego nie kupisz za żadne pieniądze.

Danuta Blazejczyk magazyn Eden 01

Jesteś w czepku urodzona. Twoja rodzina to przystań miłości i wsparcia. Twój mąż Andrzej powiedział kiedyś, że nie wyobraża sobie, że mogłabyś rzucić koncertowanie. Sam zostawił scenę (jest przecież muzykiem), ale Tobie nie pozwoliłby. To niewiarygodne, jak on wierzy w Ciebie.
Mąż i żona, to wzajemne wsparcie i zaufanie. Andrzej zawsze mnie motywował, zachęcał. Podobnie ja. Bo nie ma szczęścia w małżeństwie, gdy jedno rozkwita, a drugie więdnie. Ja sobie też nie wyobrażam życia bez koncertów i śpiewania, ale wiem że, gdyby taki wariant nastąpił, to Pan Bóg coś dla mnie wymyśli i dam radę. Nie narzekam, gramy, koncertujemy. Andrzej jest nadal czynnym i sprawnym muzykiem, ale kiedy śpiewam jedynie z podkładem, albo z samym pianistą, daje się poznać jako wspaniały kierowca, opiekun, akustyk. Nawet ostatnio była taka sytuacja, że gdyby nie wiedza i  spokój mojego męża, koncert ze względów czysto technicznych, nie doszedłby do skutku.

Dbasz o wizerunek sceniczny. Czasem mam wrażenie, że im mniejszy i bardziej charytatywny, tym bardziej się strasz.
Już taka jestem, że zawsze się angażuje i przeżywam. A w przypadku koncertów charytatywnych szczególnie. Bardzo chciałabym, by miały zupełnie inny charakter. Ludzie nie powinni wyręczać państwa w dbaniu o swoich obywateli. A niestety tak jest, że gdy pojawia się choroba lub nieszczęście, nagle w tym kraju brak dla nich miejsca, wsparcia i pieniędzy. Dobrze że ludzie są odważni i starają się sobie pomagać. Nikt z nas tego nie wie, ale może się zdarzyć, ze nagle sami będziemy potrzebowali pomocy. Lubię pomagać, ale chciałabym częściej pracować.

A w domu czyścisz kurze, rozwieszasz zabawki dla kota i zastanawiasz się, czym dokarmić córkę, gdy wpadnie do Ciebie?
Mój dom, to moje królestwo. Moje skarby, zakamarki, bibeloty zapachy i smaki. Tu ładuję akumulatory, pracuję, piszę i uczę się. Nie jest duże, ale dzięki temu wszystko jest w zasięgu ręki i wszystko ma swoje miejsce. Jeszcze nie tak dawno bałam się ciszy – bo córka już z nami nie mieszka – a teraz cieszę się, że czasami jest ta cisza i że mamy z Andrzejem czas tylko dla siebie.

I nie nudzi wam się?
Skąd! Taka druga młodość i wolność. A w moim domu lubię wszytego doglądać sama. Sami też gotujemy. Nawet najprostsze rzeczy, ale zrobione na świeżo to wzajemny prezent, który sobie ofiarowujemy. Tak lubimy nasze rozmowy przy stole… Ale stół jest duży i zawsze jest przy nim miejsce dla Karoliny, rodziny i przyjaciół – nikt nie wyjdzie głodny i spragniony.

Na koniec poważnie: co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu? Co chciałabyś, aby przejęła Twoja córka?
Zawsze starałam się traktować ludzi tak, jak sama chciałam być traktowana. I zawsze marzyłam. Marzenia to takie osobiste podróże. Dzięki nim jestem tu, gdzie jestem i robię to, co kocham, chociaż wstępny scenariusz był kompletnie odmienny. Im jestem starsza, tym mam większy apetyt na marzenia i większą odwagę, by chcieć marzyć i działać. Zawsze zachęcałam Karolinę do marzeń i do działania, do próbowania. Chciałabym, by moje dziecko zaufało sobie i odważyło się marzyć.

A warto marzyć…
Tak, na 100 procent. Wszystko, co przyniosło mi moje życie, było z marzeń. Chciałam mieć taki dom, taką rodzinę, takich przyjaciół i tak żyć, jak żyję – jestem wolna i szczęśliwa, robię to, co kocham i marzę dalej, bo marzeń nigdy dość. v

-------------------------

Danuta Blazejczyk magazyn Eden 02Danuta Błażejczyk
Znakomita polska wokalistka występująca na polskich i zagranicznych estradach od 1985 r. Przez ten czas wydała wiele płyt i albumów, wzięła udział w niezliczonej ilości koncertów i musicali, zdobyła wiele prestiżowych nagród. Wciąż jest aktywna, pełna energii i zdobywa kolejne rzesze fanów. Założyła fun­dację Apetyt na Kul­turę promującą młodych artystów. W 2011 roku została odznaczona przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Srebrnym Medalem „GLORIA ARTIS”- Zasłużony dla Kultury Narodowej.