facebook

02 baner polska gora czyste

Ze znaną dziennikarką, propagatorką biegania i zdrowego odżywiania rozmawiamy o tym, jak dogadywać się ze swoim organizmem, zachować wewnętrzną równowagę i czerpać radośœć z życia.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?

Zdrowie. Moje i moich najbliższych. Bez niego wszelkie plany biorą w łeb, nic nie da się zrobić. Nasze działania, zarówno praca jak i uciechy œświata, nie mają sensu, jeśœli nie będziemy mogli z nich skorzystać.

No tak, ale gdy jesteœśmy młodzi, nic poważnego nam nie doskwiera, nie myśœlimy o tym….

Jednak od najmłodszych lat w to swoje zdrowie inwestujemy! Usłyszałam niedawno o badaniach, które potwierdzają, że to, co jemy przez pierwsze miesiące po urodzeniu, ma kolosalny wpływ na jakoœść póŸźniejszego życia, podatnoœść na choroby. Od początku zapracowujemy na to, co będzie się z nami działo przez długie lata.

Banalna rada brzmi: zdrowo żyć. Ale co to znaczy?

Właœśnie trzeba zdrowo się odżywiać, bo nasz organizm jest niewiarygodną mądralą ‒– wszystko zapamiętuje: czym go zaœśmiecaliśœmy, jak byliœśmy dla niego niefajni. I druga rzecz –‒ trzeba się ruszać. Każdy lekarz powie nam, że jak się ruszamy, to mamy większą odpornośœć, lepsze krążenie, nie obrastamy tłuszczem, jesteśœmy weselsi, bo wydzielają się endorfiny –‒ hormony szczꜶcia.

Tylko tyle?

Byłoby super, gdybyśœmy potrafili jeszcze do tego dołączyć umiejętnośœć odpoczywania. Kiedyœ było to naturalne, przestrzegaliœśmy pewnych zasad. Dzisiaj wracamy z pracy, jemy coœś w biegu i otwieramy laptopa. Jeœśli nie pracujemy w weekend, to załatwiamy zakupy, zaległe sprawy, na które nie starczyło czasu w tygodniu, bo wracaliœśmy do domu wieczorem,… A organizm – i ciało i głowa –muszą mieć czas na regenerację. Możemy przez chwilę czerpać z zapasów, ale to bardzo krótka piłka….

A więc żyć zdrowo, to także umieć znajdować równowagę?

To balans między pracą a domem, domem a czasem tylko dla siebie, czasem wytchnienia i aktywnośœci fizycznej. Na wszystko powinno być miejsce. Nawet, jeœśli praca jest naszą pasją, albo okolicznoœści zmuszają nas do długotrwałego wysiłku, musimy œświadomie szukać okazji do resetowania się. Powalczyć o tę aktywnośœć w ciągu doby.

Wielu z nas prowadzi aktywne życie, choćby przed telewizorem czy komputerem do późŸna w nocy. I nie jest to praca, więc odpoczywamy….

Ale ja mówię o prostej aktywnośœci fizycznej! Pójœściu na spacer, posiedzeniu na trawie w parku, czy na piasku nad rzeką i pooddychaniu œświeżym powietrzem. Pomyśœl, natura stworzyła nas jako myœśliwych – ruchliwych szperaczy godzinami tropiących zwierzynę, czy szukających owoców w lesie. A my dzisiaj spędzamy dziesięć godzin w pracy i autobusie, potem przed telewizorem i, jak dobrze pójdzie, resztę doby w łóżku. Jak ten organizm ma się w tym odnaleźŸć? On i tak dokonuje cudów adaptacji, że chce z nami żyć te 70-80 lat! No, ale wszystkich naszych błędów nie naprawi i coraz czꜶciej się psuje.

spotkania sadowska 3W dzieciństwie trenowałaśœ sport. Zastanawiam się, czy ludziom przywykłym do aktywnośœci fizycznej łatwiej jest pokonać wewnętrznego lenia?

Pewnie tym, którzy byli wdrożeni do pewnego reżimu, regularnej aktywnoœści, łatwiej jest się zmobilizować. Istnieje też coœś takiego, jak pamięć miꜶni –‒ jeœśli cośœ już kiedyśœ robiłeśœ, łatwiej przychodzi ci to po przerwie. Ale wszystko daje się wypracować. Wiesz, dlaczego biegam dzisiaj maratony? Bo chcę! Bo wiem, jaką mi to sprawia frajdę, jaka jestem szczꜶliwa.

Więc najpierw trzeba „wziąć to na rozum”, a potem już pójdzie?

Myśœlę, że coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że naturalna aktywnośœć jest najlepsza na dobre samopoczucie. Przetestowali, że inne rzeczy, choćby leki, nie działają. Piąty proszek na ból głowy ci nie pomoże, a zwykły spacer, gimnastyka przepony i dotlenienie zdziałają cuda!

Do tego dochodzi się przez doœświadczenie. Jeśœli zmienisz dietę, nawet przypadkowo, i zobaczysz, że lepiej się czujesz, to nie chciałbyśœ do tego wrócić? A jak poczujesz ‒– uwierz mi: to się naprawdę czuje! –‒ strumień endorfin płynących w żyłach, jak rozpiera cię energia, œświat wydaje się jaśœniejszy… Nie chciałbyśœ, żeby jutro było tak samo? Więc może wstaniesz o szóstej, założysz dres i pobiegniesz nad Wisłę?

W opiniach na temat twojej książki o bieganiu znalazłem głosy czytelników, którzy pokochali ją za energię, którą przekazujesz, skuteczne zarażanie tym, by zrobić dla siebie coœ dobrego. To rzeczywiœście są twoje doœświadczenia, czy teoria, którą poznałaśœ i teraz propagujesz?

Ja nikogo nie namawiam do biegania, czy ‒– w najnowszej książce –‒ do zdrowego jedzenia. Mogę jedynie opowiedzieć, co sama zrobiłam, jak się z tym czułam. To jest moja historia. Jeœśli ona kogoœ przekona do podobnych działań, to super.

Nie ma tam marketingowej œściemy?

Opowiadam o swoich przeżyciach, o tym jaką mam radochę, ale i jak się wszystkiego uczyłam, jak się sama ze sobą boksowałam. Ja też łapię lenia, wielokrotnie się zniechęcałam. Jak zaszłam w ciążę, to –‒ wbrew opinii większoœści –‒ wiedziałam, że to nie koniec z treningami, że jak urodzę, to nie zgnuœśnieję między pieluchami i zupkami w słoiku. Ba, słoiczków Tysiek nawet nie zna. I wiesz co? Lekarka tylko mi przytaknęła. Skoro biegam od dziesięciu lat, mogę kontynuować, byle spokojnie, z głową, œświadomie. Potem w naszym domu pojawił się wózek biegowy, za którym zaczęłam truchtać cztery miesiące po porodzie. Na maraton do Nowego Jorku pojechaliœmy we trójkę z Pawłem i Tyœśkiem, a ostatnio byli ze mną na starcie Rajdu Dakar.

I nie bałaśœ się, że zrobisz sobie krzywdę? Maraton to nie jest truchcik wokół parku. Kto pomagał ci się przygotowywać?

Mojego trenera, Kubę Wiœśniewskiego, poznałam dwanaœście lat temu, podczas wywiadu. Założyłam się z nim, że przebiegnę maraton. Wtedy w ogóle nie trenowałam, o wyczynowym bieganiu już dawno zapomniałam. On pomyœślał, że kolejna gwiazdka, celebrytka chce się wypromować, ale ja się zacięłam. Jak dam słowo, to muszę go dotrzymać. Ważne, żeby wszystko robić z głową. Jeœśli ktośœ ma nadwagę, albo nie jest w najlepszej kondycji, to nie może rzucać się na głęboką wodę. Jak na pierwszym treningu postanowimy biec przez godzinę, to albo zrobimy sobie krzywdę, albo – w najlepszym razie ‒– zniechęcimy się i znów na kilka lat zostanie nam telewizor.

Od czego trzeba więc zacząć?

A choćby od zwyczajnego marszu, może marszobiegu, pilnując, by nie zabrakło nam tchu. Z pokorą i dystansem do siebie. Nie przejmować się, że na początku wyprzedzać nas będzie każdy, łącznie ze staruszką, że wizja ciągłego biegu wydaje się nierealna. Po kilkunastu dniach zobaczymy, że możemy więcej, szybciej, dłużej. Mimo, że organizm się buntuje, bolą stawy, mi궜nie, pali w płucach, a twarz wygląda jak dorodny burak. Ale przychodzi taki moment –‒ uwierz mi, on przychodzi zawsze! ‒– kiedy to zaczyna być przyjemnoœść. Jeœli się nie zniechęcisz, dotrwasz do tego momentu –‒ wygrałeśœ! Nie tylko z własnym poczuciem niemożnoœści, ale wygrałeœś lepsze, zdrowsze życie.

I potrzebujemy do tego tylko odrobiny determinacji?

No i jeszcze dobre buty do biegania. Nie muszą być bardzo drogie, ale ważne, by były do biegania, bo to zmniejsza ryzyko urazów. Całą resztę –‒ œświat wokół nas i piękną przyrodę mamy za darmo.

Pamiętasz takie powiedzenie, że jesteœśmy tym, co jemy? Jak dochodziłaśœ do tego, co jest dla ciebie dobre?

Bardzo poruszyła mnie wiedza o tym, że organizm zapamiętuje, jak go traktowaliœśmy, czym był karmiony już od najmłodszych lat. Nie chciałabym œświadomie się krzywdzić. Wyobraziłam sobie te wszystkie złogi, wysiłek, jaki on musi podjąć, by codziennie naprawiać moje głupie przyzwyczajenia. Pewnie jest tak, że jak jesteœśmy młodsi, więcej się ruszamy, przychodzi mu to łatwiej. Ale pewnego dnia zastuka od śœrodka i powie: „teraz płać za te wszystkie lata”. Tylko, że zazwyczaj jest już za póŸźno. Parę rzeczy zdążyło się popsuć.

Czyli powinniœśmy jeśœć to, co nam służy. Ale jak to odkryć, skoro na początku organizm nie wysyła żadnych ewidentnych sygnałów?

Nauczyliœśmy się zagłuszać te delikatne sugestie ‒– bagatelizujemy objawy małego buntu, łykamy jakieśœ proszki, stłumiliśœmy intuicję, ulegając nawykom czy sugestywnym reklamom. Ale są jakieśœ podstawowe zasady: żeby nie smażyć, tylko gotować na parze, żeby eliminować cukier, żeby jak najcz궜ciej wyciągać rękę po nieprzetworzone kasze i warzywa, żeby nie jeśœć wieczorem owoców, bo mają cukier, który w nocy nie jest nam już potrzebny, więc odłoży się gdzieœ „na boku”. Niby wszystko to wiemy, ale znowu –‒ jak z aktywnoœścią fizyczną –‒ trzeba zacząć, by zauważyć różnicę i móc się cieszyć.

Dochodziłaśœ do tego stopniowo, z wiekiem?

Tak, to jest naturalny proces, pewnie jeszcze nie zakończony. Dzisiaj nie jem mięsa, ale przecież jako dziecko byłam nim karmiona. Co prawda nigdy mi specjalnie nie smakowało, ale wiadomo jakie były czasy, wiedza rodziców. Jeœśli jednak raz wejdziesz na tę œścieżkę œświadomych wyborów, poczujesz różnicę, to chcesz wiedzieć więcej, eksperymentować. Ktoœś zapyta: „a jadłaœś nutellę zrobioną z awokado?” I chcesz spróbować. Trzeba zmiksować awokado, daktyle, kakao i banana. Powstanie wspaniały krem czekoladowy, który smakuje jak nutella i dzieci się nabierają, a jest o niebo zdrowszy.

I tego typu doœświadczenia były dla Ciebie inspiracją do napisania kolejnej książki, tym razem „„I jak tu nie jeśœć!””?

Bardziej zainspirowały mnie koleżanki. Jedna zapytała mnie kiedyś: „Sadzia, co ty bierzesz? Że tak ci się chce, że masz tyle energii, że jesteśœ uœśmiechnięta”. Ja jej wysłałam zdjęcie i przepis. Chyba owsianki na mleku migdałowym, z jakimiśœ ziarnami, owocami, które miałam w domu, polanej olejem lnianym i odrobiną miodu. I napisałam, że to moje œśniadanie. Zaczęłam wrzucać różne takie domowe przepisy na swoją stronę, aż ktoœ zapytał wreszcie, czy nie mogłabym zebrać tego w całośœć. Pomyœlśałam sobie, że to fajny pomysł, bo nie będę musiała co chwilę odpisywać i wysyłać pojedynczych przepisów. I dzisiaj książka jest w księgarniach.

A jaka jest myśœl przewodnia tego zbioru?

Zdrowo, szybko i łatwo.

Nie wierzę. Zdrowe odżywianie wcale nie jest szybkie, a pewnie też i nie tanie.

Ja naprawdę nie mam czasu, żeby spędzać w kuchni godziny! A uwierz mi, odżywiam się zdrowo. Czasem, jak mam cały dzień nagrania, zabieram z domu pudełko z czymœś własnym, żeby nie jeśœć przypadkowych rzeczy na mieœście. To są naprawdę proste przepisy, których nie można zepsuć.

Ale na pewno kosztuje to więcej niż hamburger czy paczka parówek.

Wiesz co, to kwestia twojej decyzji – czy chcesz zainwestować w siebie, w jakośœć swego życia, w zdrowie. Nigdy tego nie liczyłam, ale jestem pewna, że sporo oszczędzam na lekarstwach, jakiœchś suplementach, wizytach u lekarzy. Jeœśli zdecydujesz się, żeby lepiej jeśœć, przestawisz swoje myśœlenie, to szybko przekonasz się, że to nie jest takie skomplikowane i drogie.

Dzisiaj rano, przed przyjœściem tutaj, zrobiłam w piętnaœście minut obiad dla nas wszystkich. Zobaczyłam, że mam w lodówce włoszczyznę, trawę cytrynową, czosnek, olej kokosowy, trochę sezamu, czarnuszkę i powstała pyszna, pożywna, aromatyczna zupa. I w zasadzie z resztek –‒ to nasze warzywa, a pucha oleju kokosowego starcza mi na trzy miesiące. Te rzeczy z pozoru wydają się drogie –‒ weźŸ taki rarytas jak mleko kokosowe. Mała puszka kosztuje w supermarkecie dwa złote z hakiem. Tyle, co wielokrotnie przetworzony batonik, którym nasycisz się na pół godziny.

Czyli trzeba się rozejrzeć i poszukać?

Właśœnie! Możesz powiedzieć, że komosa ryżowa jest droga. Ale ona jest bardzo wydajna i starcza na długo. A mięso będzie zawsze droższe, niż produkty roœślinne, bo przecież hodowla kosztuje znacznie więcej niż uprawa roœślin.

Mimo wszystko myśœlę, że nie jest to takie proste. Dostałem niedawno od dietetyka listę potraw i zaleceń żywieniowych na kilkunastu stronach. Nie wyobrażam sobie, bym mógł to samodzielnie przygotowywać, więc muszę pozostać przy jedzeniu na mieœście…

To dlatego, że nigdy nie spróbowałeśœ! Nie da się dokonać zmiany, jeśœli nie podejmiesz próby. I musisz uwierzyć, że się uda, wtedy łatwiej przetrwać ewentualne pierwsze porażki.

Myœślisz, że możemy tak sterować naszym życiem, by właśœnie dokonywać dobrych wyborów, tracić mniej energii na rzeczy błahe, skupiać się na tym, co ważne i wartoœściowe?

Wierzę w to, że jeśœli podejmiemy ryzyko nawet poważnej zmiany, to szanse na sukces są ogromne. Obserwuję wiele kobiet, do niedawana zagonionych, pochłoniętych karierą, które na przykład rodzą dziecko i nie chcą już wracać do starego œświata. Niekoniecznie muszą mieć majętnych mężów, ale decydują się na zmianę, podejmują ryzyko. Trzeba mieć odwagę i pewnie trochę szczꜶcia, żeby się udało. Ale efekt, w postaci lepszego życia, może być bezcenny.

A ty jak budujesz swoją codzienną równowagę?

Lubię wyjeżdżać, ale to nie musi być koniec œświata. Mam kilka takich sprawdzonych miejsc w Polsce, które uwielbiam. Od oœśmiu lat jeżdżę do mojego ukochanego pensjonatu Afrodyta w Oœśnie Lubuskim, gdzie są mili, serdeczni ludzie, jest czyste jezioro i mają wspaniałe zabiegi SPA. Albo Srebrny Dzwon w Kadynach, gdzie mają pyszne jedzenie, ciszę i balsamiczne powietrze. Zimą –‒ hotel Bania w Białce Tatrzańskiej, teraz Tysiek wskoczy już na narty.

A na co dzień idę pobiegać. Zakładam buty, wychodzę na œścieżkę nad Wisłę i po pół godzinie wszystko wraca do normy. Jak nie ma obok Wisły, to można wsiąœść na rower, popływać, albo po prostu pójœść na spacer. I nie mów mi, że to wielkie wyzwanie, na które cię nie stać!

====

spotkania sadowska 2Beata Sadowska

redaktor naczelna „„Dbam o zdrowie”,” studiowała politykę społeczną na UW. Pracę zaczynała jako reporter w Radiu Kolor. Potem było Radio ZET, TVN, Polsat, MTV, TVN Style, TVP2, Polsat Cafe. Dziœś prowadzi audycję „„W biegu i na wybiegu”” w Radiu ZET Chilli oraz „„Aktywnie bardzo””” w Radiu ZET. Stanęła na mecie 15 maratonów, teraz przygotowuje się do triathlonu. Jest mamą 1,5 rocznego Tytusa, z którym podróżuje po œświecie. Napisała dwie książki o swoich pasjach: „„I jak tu nie biegać!””” oraz najnowszą, zawierającą 63 zdrowe i szybkie przepisy –‒ „„I jak tu nie jeœść!””.