facebook

02 baner polska gora czyste

Zapewnia nam zdrowie i witalność oraz wiele przyjemności. Warto więc czerpać energię i radość życia z pluskania się w wodzie, płynnych ruchów ciała wśród srebrzystych kropelek, a także wodnych masaży.

Wszystko jest z wody, z wody powstało i z wody się składa – wiedział o tym już Tales z Miletu. Dlatego bez wody nie ma życia, a jej zdrowotne właściwości znane i doceniane są już od dawna. Woda wpływa także na urodę. Wyszczupla, ujędrnia ciało, jest idealnym środowiskiem do ćwiczeń. Opracowano wiele metod jej efektywnego wykorzystywania. Salony SPA prześcigają się w ofertach. Zanim jednak udamy się do gabinetu, warto sprawdzić, które z popularnych metod wykorzystywania wody są dobre właśnie dla nas. 

Mocne uderzenie 
Bicze szkockie to polewanie ciała mocnymi strumieniami wody o zmieniającej się (raz ciepłej, raz zimnej) temperaturze. Woda ma przez pierwsze dwie minuty temperaturę w okolicach 40 stopni, potem jest obniżana do 20 – 30 stopni. Jej strumień kierowany jest bardzo precyzyjnie – a to wymaga nie lada wprawy – bo w razie pomyłki bicze biją do bólu. Co nam dają? Działają antycellulitowo i świetnie ujędrniają ciało, masują obolałe mięśnie, dotleniają tkanki i pobudzają krążenie, wpływają kojąco na układ nerwowy. Poleca się je także przy chorobach stawów i zaburzeniach przemiany materii. Nie korzystamy z nich, jeśli mamy, nadciśnienie, miażdżycę, żylaki i jesteśmy w podeszłym wieku. Cena: ok. 30 zł/10 min.

Mokro i aktywnie
Aqua aerobik jest świetną formą treningu dla osób, które nie uprawiają czynnie sportu, a chcą poprawić kondycję fizyczną i stracić trochę zbędnych kilogramów. Spośród wszystkich dostępnych form fitness, aqua aerobic powoduje najmniejsze obciążenie dla organizmu przy stosunkowo dużej liczbie spalanych kalorii. Trening daje poczucie komfortu, bo odnosimy wrażenie, że ciało jest lżejsze, a gimnastyka staje się zabawą. No i nie pocimy się. Wykonywanie ćwiczeń, które na lądzie byłyby zbyt bolesne dla osób o nierozciągniętych stawach, jest nie tylko możliwe, lecz wręcz łatwe. Trening jest bardziej efektywny, choć pozornie wymaga mniejszego wysiłku – siła wyporu odciąża ciało, redukuje pracę statyczną mięśni, konieczną do utrzymania pionowego ułożenia ciała, oraz wpływa na odciążenie stawów i kręgosłupa. Jeśli nie umiemy pływać, ćwiczymy w wodzie płytkiej – jej poziom sięga do połowy klatki piersiowej. Trening może się też odbywać w wodzie głębokiej, która sięga nam do szyi. Wszystkie ruchy wykonywane są pod wodą, co jeszcze bardziej zwiększa opór, a co za tym idzie – intensywność ćwiczeń. W głębokiej wodzie potrzebny jest sprzęt pozwalający na swobodne unoszenie się na powierzchni – pasy wypornościowe, makarony, czyli piankowe rurki, które umieszcza się pod pachami, oraz buty wypornościowe. Możemy też używać rękawic, piankowych ciężarków czy plastikowych butelek wypełnionych powietrzem, które powodują zwiększenie oporu, czyli znacząco zwiększają intensywność i stopień trudności ćwiczeń. 

Na okrągło
Remedium na szpecące i bolesne żylaki są kąpiele wirowe, czyli  forma masażu podwodnego kończyn dolnych. Wykonuje się je w specjalnych wanienkach z urządzeniem wzbudzającym ruch wirowy wody. Kąpiel trwa 20 – 30 minut, woda ma temperaturę 36 stopni Celsjusza. Wirująca woda zwiększa tempo krążenia krwi i chłonki, oddziałuje pozytywnie na przemianę materii, rozluźnia całe ciało i eliminuje przykurcze. Ma także działanie relaksujące i pomaga walczyć z obrzękami nóg. Ważne jest to, że wprost po kąpieli wirowej przez pół godziny nie należy chodzić – osoba nadzorująca zabieg zazwyczaj każe odczekać należyty czas. Dlatego dobrze zabrać ze sobą ciekawą książkę. Wzmocnienie i poprawienie efektu można uzyskać, jeśli udamy się do gabinetu, który zamiast zwykłej wody używa solanki. 

Relaks w wannie
Osobom potrzebującym słodkiego lenistwa polecamy masaż wodny. Leżymy w wannie pełniej wody, a masażysta za pomocą strumienia o dość dużym ciśnieniu masuje całe ciało. Do dyspozycji są też wanny, w których woda wypływa przez dysze zainstalowane w ścianach i na dnie. Jednak nic nie zastąpi wprawnej ręki masażysty. Zabieg jest idealny dla tych, którzy mają problemy ze stresem – relaksuje, pozwala wygrać z objawami psychicznego wyczerpania, a także korzystnie wpływa na układ kostny. Dodatkowe zalety – masaż dotlenia ciało i poprawia ukrwienie. 

Medytacja w wodzie
Niezwykłą metodą jest Watsu. Łączy elementy shiatsu (japońskiego systemu pracy na punktach energetycznych, przywracającego prawidłowy przepływ energii), stretchingu, ćwiczeń oddechowych, techniki mobilizacji stawów oraz działania hydroterapii. Bo cała ta nietypowa terapia odbywa się w wodzie. Do seansu niezbędny jest niezbyt głęboki basen z wodą o temperaturze 33 – 35 stopni Celsjusza – tłumaczy Tomasz Zagórski, pierwszy polski specjalista Watsu. – W takiej temperaturze czujemy się komfortowo, łatwo więc się rozluźnić oraz poradzić sobie z bólem, np. przeciążonych stawów. Zanim jednak wejdziemy do basenu, przed nami jeszcze krótki wywiad medyczny oraz szczegółowe wyjaśnienie jak wygląda zabieg. To ważne, bo czeka nas naprawdę bliski kontakt fizyczny z terapeutą – pełen życzliwości, dający poczucie bezpieczeństwa dotyk, bez podtekstów erotycznych. Co więc dzieje się w basenie? Terapeuta podtrzymuje nam głowę (uszy są zanurzone) i niezależnie od pozycji dba o to, by zawsze była ona nad wodą. Masażysta bierze nas w ramiona jak dziecko, ugniata, masuje, pracuje nad każdą część ciała, która tego potrzebuje. Kołysze nas jak łódkę, przesuwa po wodzie niczym liść. Wrażenia są niebywałe – granica między ciałem a wodą, rzeczywistością a stanem błogiego niebytu, zaciera się. Pozbywamy się napięć, ograniczeń ducha i ciała. Ogrania nas uczucie zadowolenia i swobody. Watsu stosowane jest w leczeniu napięć mięśni, porażenia mózgowego, reumatyzmu, ADHD. Świetnie sprawdza się w walce ze stresem, depresją i bezsennością. Z seansów możemy skorzystać w Jeleniej Strudze w Kowarach koło Karpacza, w Głęboczku niedaleko Brodnicy oraz w Turówce w Wieliczce. Cena – od 200 do 350 zł za sesję. Więcej o Watsu na www.watsu.org.pl. 

Złoty środek
Metoda opracowana przez Sebastiana Kneippa nie ogranicza się do działania na jedną partę ciała. Opiera się ona na pięciu filarach. Pierwszy to hydro- i balneoterapia, czyli różnych form kąpieli i natrysków, dostosowanych do indywidualnych potrzeb, by stymulować organizm do regeneracji. Ciekawym rozwiązaniem jest ścieżka Kneippa. W podstawowej wersji jest to płytka niecka z wodą, po której brodzi się boso, potem wychodzi i tak kilka razy. Zaawansowana ścieżka składa się z naprzemiennie ułożonych niecek z ciepłą i zimną wodą. Zabiegi są pomocne np. przy bólach głowy i zaburzeniach krążenia nóg. Kolejnym elementem jest terapia ruchowa, która ma zapewnić dobrą kondycję i samopoczucie. Preferowane formy ruchu to pływanie, gimnastyka wodna i najróżniejsze masaże. Następne części to terapie żywieniowa i zielna. Uzupełniamy więc jadłospis o produkty naturalne, pierwiastki i minerały oraz naturalne środki lecznicze, sporządzone na bazie ziół. Sprawia to, że woda działa uzdrawiająco nie tylko od zewnątrz, lecz także od środka. Ostatnia składowa metody to tak zwana terapia porządkująca, która polega na tym, że terapeuta uwzględnia we wszystkich omawianych etapach nasze uwarunkowania psychosomatyczne, czyli potrzeby ducha i ciała. Kneipp stosował zasadę złotego środka. Twierdził, że „w zachowaniu umiaru leży przyczyna porządku. Każde za dużo, jak i za mało, powoduje zamiast zdrowia, chorobę”. Metoda Kneippa zapewnia regenerację organizmu, relaks oraz pomaga zrzucić zbędne kilogramy.