facebook

O holistycznych metodach uzdrawiania - rozmowa z Chandra Bhandari, byłym ambasadorem Indii w Polsce, propagatorem jogi i ajurwedy.

Zachłystujemy się dalekowschodnimi zabiegami, ćwiczeniami, kosmetykami. Chodzimy na jogę, kupujemy mieszanki ziół zza siedmiu mórz, zostawiamy spore kwoty w sklepach z eko-żywnością. Rozpaczliwie poszukujemy metod, które przyniosą nam zdrowie, powstrzymają starzenie i utrzymają błyskotliwy umysł. Na ile jednak rozumiemy istotę holistycznych metod uzdrawiania? Co jest ważne, aby przyniosły nam korzyść? Jak mogą pomóc w zachowaniu zdrowia i dobrego samopoczucia?
Z Panem Chandra Bhandari, byłym ambasadorem Indii w Polsce, propagatorem jogi i ajurwedy, rozmawia Anna Machnowska.


Jak najprościej wyjaśnić, czym jest ajurweda?
Kiedy widzimy stół, myślimy: to jest stół. Można jednak spojrzeć na to inaczej – to jest drewno. Ludzkie ciało też możemy postrzegać w różnych kategoriach, na przykład: ciało to pożywienie. Jego kondycja zależy od tego, co jemy i jak jemy. Na takim podejściu do ciała bazuje ajurweda. Dla osób, które pochodzą spoza kultury hinduskiej ta dziedzina medycyny naturalnej jest obca. Dlatego pokazanie, że ciało funkcjonuje tak, jak jest traktowane, to najprostszy sposób wyrażenia roli ajurwedy.

Jak ocenia Pan naszą otwartość na praktyki wschodnie, które mogą wydawać się tak wymagające jak religia?
Wiele osób w Europie nie jest świadomych, że ajurweda to nie religia, ale sposób dbania o właściwe funkcjonowanie organizmu. Jednak kiedy pierwszy raz przyjechałem do Polski, byłem zaskoczony, jak wiele osób przychodzi do kościoła. To wspaniale! Z mojego wieloletniego doświadczenia w pracy nad holistycznym podejściem do ciała i ducha wynika, że ci, którzy nie rozumieją potrzeby duchowości w swoim życiu, przyczyniają się do upadku społeczności. Duchowość, wyrażana na różne sposoby, zależnie od kultury, jest potrzebna do pełnej egzystencji człowieka.

A zawarte w Sutrze 31 (sutry – zapisy w księgach hinduizmu i buddyzmu – przyp. red.), zalecenie, aby stosować się do Jamy i Niyamy? Jak znaleźć ich wspólny mianownik z tradycją chrześcijańską?
Jama to pięć uniwersalnych zakazów moralnych: niekrzywdzenie, nieużywanie przemocy (ahimsa), prawdomówność (satja), niedopuszczanie się kradzieży (asteya), wstrzemięźliwość (brahmaciarja), wolność od chciwości, niezachłanność (aparigraha). Nijama natomiast to nie tylko praktyki osobiste, lecz również duchowe: czystość fizyczna (śaucza), zadowolenie (santosza), zapał, asceza (tapas), studiowanie świętych ksiąg (swadhjaja), wiara i poddanie się zewnętrznemu, nieskrępowanemu duchowi (iśwara-pranidhana). Te elementy są tak naprawdę obecne w każdym wyznaniu, tylko różnie nazwane, inaczej wyrażane. Przykazanie moralnego życia znajdziemy w każdej religii świata.

Myśli Pan, że jesteśmy na tyle otwarci, by uznać wartości, które są ponad religiami?
Osoba, która naprawdę rozumie duchowe przeżycia, będzie otwarta na odczucia drugiego człowieka. To, czy tutejsza kultura, osadzona w chrześcijańskich wartościach, jest rzeczywiście otwarta, to inne pytanie.
Dlatego ja zawsze prezentuję jogę i ajurwedę nie jako religię, filozofię, czy nawet tylko system ćwiczeń, ale czynności konieczne dla prawidłowego rozwoju człowieka. Nie opowiadam o Indiach, ani o żadnym systemie filozoficznym – mówię o ciele człowieka w ujęciu holistycznym. Jak ono funkcjonuje, jakie ma potrzeby, jak reaguje na bodźce, zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Owszem, korzystamy z indyjskiej tradycji, z własnych doświadczeń, ale cel jest uniwersalny.

Jakie elementy wschodnich metod dbania o organizm budzą niepewność w świecie Zachodu?
Ludziom wydaje się czasem, że mantry to rodzaj modlitwy. Tymczasem dzięki dźwiękom o wysokiej częstotliwości, wibracjom dochodzi do silnego przepływu energii. A energia to uzdrawianie. Mantry zyskują więc coraz więcej zwolenników.
Podobnie jest z aromaterapią, która już dziś nikogo na Zachodzie nie dziwi. Praktyka aromaterapii jest ogromnie istotna – daje znaczne korzyści zdrowotne i poprawę samopoczucia.

W ajurwedzie dużo mówi się o energii, o jej wpływie na nasze życie…
Kiedy mówimy o wszechświecie, nie myślimy tylko o naszej planecie, choć to na niej koncentruje się nasze życie. Mówimy o całym układzie, o energii słonecznej, dzięki której mamy pożywienie. Filozofia pięciu żywiołów to wyjaśnienie cykliczności życia, jego zmienności i zależności od wszechświata. Nie jesteśmy wcale tak niezależni, jak nam się wydaje. Ajurweda uświadamia nam, że na życie wpływ ma pięć żywiołów: przestrzeń kosmiczna, powietrze, ogień, woda i ziemia. W medycynie naturalnej nie używa się niczego poza materią podporządkowaną tym żywiołom – różnica w terapiach wynika ze zmiennych proporcji.

Jak te żywioły wpływają na nasze samopoczucie?
Ajurweda, jako nauka, opiera się na profilaktyce zdrowotnej. Zaleca, jakie nawyki żywieniowe gwarantują zdrowie i prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Jaki styl życia sprawia, że nie musimy uciekać się do leków, by nie poddawać się chorobom, czy narzekać na brak formy.
Ajurweda zakłada, że trzy energie (dosze: Pitta, Kapha i Vatta) determinują różne typy osobowości i fizyczności. To co powoduje zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu, to brak równowagi między tymi energiami. Panchakarma to zbiór terapii ajurwedyjskich zapewniający detoksykację organizmu i przywrócenie właściwej równowagi między doszami.

Czy ajurweda i joga są spójne w swoim oddziaływaniu na organizm?
Joga zaczyna się tam, gdzie kończy się ajurweda, która dotyczy wyłącznie fizyczności. Umysł kontroluje zmysły, ale umysł jest kontrolowany przez intelekt. Intelekt może być kontrolowany przez praktykę jogi.
Tłumacząc to językiem cywilizacji: procesor używa twardego dysku i oprogramowania. Pamięć i mózg to twardy dysk, oprogramowanie to nasza wiedza, wynikająca z uczenia się i analitycznego rozumowania, a świadomość to rozwijanie tego oprogramowania. W medycynie tradycyjnej myślimy o mózgu, a zapominamy o „oprogramowaniu”. Mózg może zdawać się pracować normalnie, ale pacjentowi coś dolega. Joga zajmuje się właśnie takim holistycznym pojmowaniem człowieka.



Czy w konsumpcyjnym społeczeństwie jesteśmy gotowi na wyrzeczenia, których wymaga praktyka jogi? Jaki miałby być tego cel?
Spójrzmy na doświadczenia konsumenta: chcę auta, chcę nowego sprzętu audio, nowych atrakcji... Pewnego dnia, mając wszystko i chcąc jeszcze więcej, człowiek zaczyna się zastanawiać: po co mi to wszystko, do czego mnie to prowadzi? Gdzie są moje pasje, cel, ja sam?

Nadchodzi frustracja?
Czujemy się jak w potrzasku. Przychodzi żałość, zagubienie, przekleństwa, bezradność. I nie ma nikogo, kto by potrzymał za rękę. Matka Teresa z Kalkuty podkreślała, że bieda jest nie tylko w Indiach. Mówiła: „Idź i zobacz domy starców. Tam jest słabość ciała i potrzeba duchowości, potrzeba bycia z drugim człowiekiem. Nasze prawdziwe bogactwo to otwarcie na drugiego człowieka, relacje. Jeśli ich nie ma, jesteśmy ubodzy. Bo w rezultacie do nas też nikt nie przyjdzie…”
Dlatego duchowość jest tak ważna, a jej konsekwencją są też ciepłe relacje między ludźmi. I poczucie szczęścia.

W praktyce jogi ciągle przekracza się jakieś granice. Czy chodzi o budowanie siły charakteru, czy o lepsze funkcjonowanie narządów?
Poproszono mnie kiedyś w Anglii o prelekcję. Zostałem poinformowany, iż mam godzinę, aby opisać kulturę Indii, a także istotę ajurwedy i jogi. Zgodziłem się. Ale kiedy przybyłem, organizatorzy poinformowali, że mają opóźnienie i że bardzo zależy im abym spróbował zmieścić się w… 10 minutach. Powiedziałem, że nie ma problemu, postaram się dostosować, skoro na tym właśnie im zależy.
W te 10 minut powiedziałem słuchaczom mniej więcej to: Każdy z was marzy, aby mieć najlepsze auto, ale czy kiedykolwiek myśleliście, że ważne jest także, aby być dobrym kierowcą? Jeśli nie jestem dobrym kierowcą, niezależnie jakie auto będę prowadził, stwarzam większe ryzyko wypadku niż doświadczeni kierowcy. Nawet jeśli nie mam nowoczesnego samochodu, ale jestem dobrym kierowcą, mogę dojechać bezpiecznie do celu. Samochód nie jest więc tak ważny w osiąganiu celu, jak kierowca. Przekładając to na myślenie o jodze – ciało to samochód, a asany, pranajama i medytacja pomagają rozwijać umiejętności kierowcy.
Młodzi ludzie, mając dobre i sprawne „samochody”, nie myślą o tym, że joga to dla nich konieczność, aby utrzymać je w formie. Gdy jesteśmy młodzi i żyjemy w sposób – nazwijmy to dla uproszczenia – normalny, nasze ciała nie sprawiają nam przykrych niespodzianek. Problemy pojawiają się dopiero z wiekiem.
Jednak w dzisiejszych czasach nikt nie żyje już „normalnie”, w zgodzie z naturą. Przykładem jest jedzenie. Im wyższy poziom cywilizacji i dobrobytu, tym bardziej jest ono sztuczne. Nie dostarcza nam składników odżywczych, ale chemię.


Dlatego zalecenia ajurwedy dotyczące równowagi, oczyszczania organizmu, naturalnego odżywiania są takie ważne, niezależnie od miejsca w którym żyjemy?
Od blisko roku w Sulisławiu działa ośrodek jogi i ajurwedy, któremu Pan patronuje. Jak chcecie zainteresować zabieganych Polaków, by nauczyli się czegoś odmiennego od tego, w czym wzrastali?
W Sulisławiu, gdzie powstał ośrodek jogi i ajurwedy, oferujemy coś więcej niż tylko masaże i zabiegi ajurwedyjskie. Dzielimy się nauką ajurwedy i doświadczeniem, jak należy holistycznie traktować ciało, umysł i ducha, aby na długo pozostać w dobrym zdrowiu i formie.
Uczymy naszych gości podstaw i prosimy, aby sami zdobywali doświadczenie przez praktykę. Z zaznaczeniem – wróćcie, kiedy będziecie mieć pytania, spostrzeżenia. Rozmawiając o nich, możemy doradzić, jaką ścieżką dalej podążać. Najlepszym potwierdzeniem, że taka metoda się sprawdza jest podziękowanie od młodej matki, która gościła w Pałacu: „Nie mogę wyrazić, co mi ofiarowaliście, bo sama nie umiem tego określić słowami. Wiem tylko, że jestem spokojniejsza, mogę jaśniej myśleć. Czuję się lepszą osobą. Dziękuję”.

Próbujecie zarazić swoją pasją innych?
Zainteresowanie poszerzeniem wiedzy z zakresu terapii holistycznych i roli jogi dla równowagi człowieka jest znaczne. Dlatego postanowiliśmy podjąć się poważnej inicjatywy – w 2014 roku planujemy zorganizować w Sulisławiu Światowy Kongres Jogi.

A otwarty właśnie przez Pana ośrodek jogi w Indiach? Co takiego szczególnego ma być w tym centrum?
W tej inicjatywie chodzi – między innymi – o danie oparcia tym, którzy nie mają szans wyjść z impasu biedy, braku pracy. To moja rodzinna wioska
– Mawra, leżąca u podnóża Himalajów. Nie ma tam dobrej ekonomii, infrastruktury.
Kiedy byłem dzieckiem, bieda w górach istniała, ale nie była taka, jak obecnie. Wiele źródeł wody się wyczerpało, nie ma warunków dla rolnictwa. Wyedukowani jadą do miast. Ci, którzy zostają, nie mają perspektyw. Ale góry wciąż mają wiele do zaoferowania – naturę, piękno.
Miasta żyją w tęsknocie za odrobiną otwartej przestrzeni, świeżego powietrza, ciszy. Stąd pomysł, aby podzielić się tym bogactwem z ludźmi z miasta i dać w ten sposób możliwość utrzymania się tym, którzy żyją w nędzy. Mamy zaplecze, które zaspokoi potrzeby tych, którzy chcą ucieczki z miasta i szukając sposobu na relaks, oczekują czegoś odmiennego od tego, co robią na co dzień. Może nie dostaną tak komfortowego łóżka, do jakiego przywykli, ale doświadczenie, które otrzymają, będzie na miarę przygody życia. A i zdrowotne korzyści będą nie do przecenienia.

Będziecie współpracowali z ośrodkiem w Sulisławiu?
Jak najbardziej. Ci, którzy potrzebują głębszych doświadczeń, holistycznego podejścia do ciała, umysłu i ducha znajdą w Indiach wielu takich „Bhandarich”, jak ja (śmiech), którzy będą – mam nadzieję – drogowskazem dla nich na drodze do spotkania z samym sobą. Niezależnie od tego, jakiego wyznania będą te osoby, z jakiej kultury będą się wywodzić, mam nadzieję, że zobaczą, ile ciepła i życzliwości może wynikać z prostego życia.

Mnie już Pan przekonał!
Dziękuję za rozmowę.

Chandra Bhandari

 

Chandra Mohan Bhandari
Propagator jogi i ajurwedy. Ukończył fizykę w Indian Institute of Technology w Kanpurze. Studiował także leśnictwo i uzyskał dyplom National Defence College w New Delhi.
Od 1974 roku służył w indyjskiej dyplomacji, m.in. w Tajlandii, Norwegii, Nigerii, Australii, Kambodży, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Toronto. Był Ambasadorem Indii w Polsce i na Litwie. Autor wielu książek, między innymi „Joga Śakti. Równowaga ducha, ciała i umysłu”. Obecnie zaangażowany jest w tworzenie ośrodków jogi i ajurwedy w Polsce, w New Delhi i w swojej rodzinnej wiosce w Indiach.