facebook

Turyści podróżujący po wyspie "jak wulkan gorącej" na każdym kroku bombardowani są muzyką, tańcem, uśmiechem, pięknem i radością życia. Nowoczesne SPA ukryte w hotelowych resortach to tylko uzupełnienie dobroczynnego wpływu naturalnego klimatu wyspy.

Turyści podróżujący po wyspie "jak wulkan gorącej" na każdym kroku bombardowani są muzyką, tańcem, uśmiechem, pięknem i radością życia. Nowoczesne SPA ukryte w hotelowych resortach to tylko uzupełnienie dobroczynnego wpływu naturalnego klimatu wyspy.

Tekst: Katarzyna Sołtyk

 

 

 

Kuba to Hawana, 50-letnie oldsmobile, rajskie plaże, szafirowe morza i popadająca w ruinę kolonialna architektura. Kuba to rum i cygara, Trinidad i Buena Vista Social Club, Hemingway i Che, a nade wszystko gorącokrwiści Kubańczycy. Orgia kształtów, zapachów, kolorów i rytmów. Tropikalna mieszanka tradycji, rewolucji i niespełnionych marzeń.
Kiedy Krzysztof Kolumb odkrywał wyspę, twierdził, że to najpiękniejsza ziemia, jaką widziały ludzkie oczy. Od tych czasów przetoczyło się przez nią wiele huraganów, ale jedno nigdy się nie zmieniło – Kuba wciąż budzi ogromne emocje.

Taniec, muzyka i śmiech
– Jaki piękny kwiat – usłyszałam pewnego dnia na hawańskiej ulicy od zupełnie przypadkowego przechodnia. – Rzeczywiście ładny – przytaknęłam pokazując gardenię, którą trzymałam w dłoni. – Ale ja mówiłem o tobie. Cóż, że było to kłamstwo Ale jakie piękne! Nie jest łatwo wrócić do rzeczywistości zimnokrwistej Polski i powściągliwych rodaków, gdy kilka razy dziennie słyszało się takie komplementy. „Que linda!” – wołają mężczyźni i kobiety, mali chłopcy, postawni młodzieńcy i energiczni staruszkowie. Każda Europejka w pierwszym zdaniu konwersacji dowiaduje się, jaka jest piękna, w drugim – że on całe życie marzył o takiej kobiecie, a w trzecim zostaje już jego narzeczoną. Oczywiście najlepiej byłoby przypieczętować nową znajomość pocałunkiem, ale w tej kwestii świeżo upieczony wybranek, albo raczej wyborca (przecież to on wybrał) zostawia swobodę. W końcu… nie ma pośpiechu! Kubanki też nie pozostają nieczułe na wdzięki Europejczyków. I choć przeciętnemu turyście trudno na pierwszy rzut oka ocenić czy ma do czynienia ze zwykłym jinetero, który oferuje swoje towarzystwo za wikt i opierunek, a może z łowcą zagranicznych papierów czy faktycznie z wielbicielem europejskiej urody - taki drobny, uliczny flirt jest tutaj codziennym rytuałem i wszystkim sprawia dużą przyjemność. Bo wszyscy są jednakowo otwarci, radośni i szarmanccy.

(c) Katarzyna Sołtyk - St. Lucia

Kuba często wybierana jest przez nowożeńców na miejsce podróży poślubnej. Choć warto byłoby zastanowić się nad podróżą przedślubną. Nie ma bowiem lepszego miejsca na świecie do nauki tańca! Kubańczycy muzykę i taniec mają we krwi, biodrach, sercach i duszach. Taniec i muzyka, zaraz po milczeniu, najlepiej wyrażają to, co niewyrażalne. Każdy mieszkaniec wyspy jest doskonałym nauczycielem. Wprawdzie pląsający turyści wyglądają przy nich niczym niezgrabne, podrygujące kukiełki, ale dwie kolejki cuba libre to doskonałe lekarstwo na tę przypadłość. Po nich każdy daje się porwać romantycznym balladom, rytmicznej salsie, czaczy, marenge, czy tradycyjnej kubańskiej muzyce son.

Tańca można uczyć się w klubach  Casas de la Trova i Casas de la Musica (domy trubadurów i muzyki). Najsłynniejsze znajdują się w stolicy kubańskiego karnawału Santiago de Cuba i miasteczku piratów Camaguey. Tańczy się w domach, na plażach i na ulicach. Wystarczy, że ktoś z nudów zanuci jakąś melodię, ktoś inny zakołysze biodrami, reszta dorzuci kilka spontanicznych okrzyków i zaczyna się fiesta. Do dobrej zabawy wystarczą przecież tylko dwie dłonie i jakiś taboret zamiast bębna. Po chwili znajduje się też gitara i zabawa kręci się na całego. Kiedy w okolicy pojawiają się turyści, współczesne hity ustępują miejsca kultowemu „Hasta Siempre” (pieśń ku czci Che) i słynnej „Guantanamerze”, a na brukowanej ulicy ląduje kapelusz.

Al Capone na plaży
Większość wycieczek oferowanych przez biura podróży zaczyna się i kończy w Varadero. Największy kurort na Karaibach to właściwie 25-kilometrowa plaża o niewiarygodnie białym piasku. Jest tu całe mnóstwo restauracji, nocnych klubów i luksusowych hoteli. W czasach największej świetności regularnie bywał tu legendarny Al Capone. Tutaj też powstaje najwięcej hotelowych SPA. W Varadero bez wątpienia można wypocząć, ale jeśli ktoś spędza na półwyspie cały urlop, to popełnia grzech zaniedbania, bo prawdziwej Kuby tu nie zobaczy. Ta zaczyna się za murami turystycznych enklaw, na ulicach kolonialnych miast, pośród plantacji trzciny cukrowej czy na autostradzie, na której łatwiej trafić na krowę niż drugi samochód.
(c) Katarzyna Sołtyk - HawanaHoracy napisał kiedyś o Rzymie „ruiny mnie nie wzruszają”. Gdyby przeszedł się ulicami Hawany, szybko zmieniłby zdanie. XVI-wieczne budowle kolonialne sąsiadują z barokiem, neoklasycyzmem i gotykiem. Tuż obok – oszałamiający wprost wybór architektury XX wieku: art nouveau, art deco i modernistycznej. A wszystko to walące się, odrapane i okraszone gwarem codziennego życia toczącego się wprost na ulicy. 
Hawana to magiczne miasto oddychające przeszłością i niecierpliwie spoglądające w przyszłość. Obowiązkiem każdego turysty jest: spacer bulwarem Malecon, który dawno już zapomniał o swojej świetności, ale wciąż zachwyca piękną panoramą miasta; zagubienie się w labiryncie ulic i placów Starej Hawany; popołudnie spędzone na placu katedralnym oraz wizyta w fabryce cygar.
O dawnej świetności kubańskich miast przypomina świeżo malowany Trinidad, nazywany muzeum pod gołym niebem. Od kiedy w 1988 roku został wpisany na listę UNESCO na remonty przeznacza się duże pieniądze. Wciśnięte między góry Sierra del Escambray a Morze Karaibskie miasto jest prawdziwym skarbem Karaibów. Przez 200 lat było bazą przemytników, szmuglujących między innymi niewolników z Jamajki. Rozkwitło w XIX wieku dzięki uprawie trzciny cukrowej. Dzisiaj żyje z turystyki. Urzeka niezwykle barwną, kolonialną zabudową, różowymi, błękitnymi, żółtymi i zielonymi fasadami oraz wąskimi, brukowanymi uliczkami, po których jak przed wiekami jeżdżą wozy zaprzężone w muły i osły.

Krokodyla daj mi luby
Nie mniejszym zainteresowaniem turystów cieszy się słynna Zatoka Świń i plaża Giron, raj dla miłośników ptaków (m.in. flamingów) i nurkowania. W pobliskiej wiosce La Boca, na farmie krokodyli można zajrzeć w zęby gadzinie, zrobić sobie z nią zdjęcie lub dostać ją na talerzu. Można też zamieszkać w Guamá, wiosce na wodzie, gdzie pośród maleńkich wysp, chat i pomostów mieszają się zabudowania hotelu i skansenu prezentującego dawne życie autochtonów – Indian Tainów.
Stolicą kubańskiej rewolucji i obowiązkowym punktem programu wszystkich objazdowych wycieczek jest Santa Clara. Nie można przecież być na Kubie – ostatnim przyczółku realnego komunizmu na świecie – i nie zadumać się nad krętymi ścieżkami walki o demokrację w miejscu, w którym w 1958 roku rozegrała się decydująca o zwycięstwie reolucji bitwa. Jak każde szanujące się kubańskie miasto Santa Clara ma Plac Rewolucji. Ale ten jest wyjątkowy. Stoi tu najbardziej znany pomnik Ernesta Ché Guevary oraz mauzoleum i muzeum poświęcone jego pamięci.

Rewolucyjna turystyka
Oprócz północnego wybrzeża z plażami, najpiękniejsze krajobrazy wyspy można oglądać na zachodnich krańcach wyspy, w dolinie Vinales. Kopulaste pagóry zwane mogotami stromo sterczą ponad czerwoną ziemią płaskiej równiny. Woda i czas przez miliony lat rzeźbiły ten niezwykły krajobraz. O świcie zapierający dech w piersiach widok rozciąga się z tarasu przy hotelu Los Jazmines, a z hotelu La Ermita o zmierzchu. Jedynie Mural de la Prehistoria nieco szpeci krajobraz. 180-metrowe, kiczowate malowidło zostało zamówione przez Fidela Castro dla zilustrowania ewolucji rodzaju ludzkiego, od ślimaka do jej ostatniego ogniwa – Człowieka Socjalizmu.
Podczas podróży przez kubańską prowincję nie mogłam wyjść z podziwu dla uroków i bogactwa przemykających za oknami krajobrazów. Słońce rozświetlało soczystą zieleń, żyzna ziemia aż po horyzont pokryta była plantacjami trzciny cukrowej. Na północnym wybrzeżu kilometrami ciągnęły się rajskie plaże, za które turyści oddaliby dusze. Na południowym – malownicze, odludne, skaliste zatoczki. Tymczasem wyspę nazywa się najbardziej rajskim piekłem na ziemi i najbardziej piekielnym rajem.
A wszystko przez rewolucję i jej ideały, które okazały się nie takie idealne. Jak na ironię, to właśnie rewolucyjna historia „wyspy, jak wulkan gorącej” jest dzisiaj jej największym atutem turystycznym. Bo czyż można wyobrazić sobie Kubę bez haseł w stylu: „Socjalizm, albo śmierć”. Albo ulice miast bez wiekowych aut jeżdżących już tylko siłą woli? U nas stałyby w muzeach, albo w garażach zamożnych kolekcjonerów, tutaj przeżywają swoją kolejną młodość.

Źródło piękna
Słońce, seks, salsa, rum i cygara to tożsamość i całe życie Kubańczyka. Cała jego radość. Znawcy przedmiotu twierdzą, że kubańskie cygara są najlepsze na świecie. A zmysłowe opowieści o spoconych udach pięknych dziewcząt dodatkowo rozpalają wyobraźnię. To wszystko bajki, choć trzeba przyznać, że doskonały chwyt marketingowy. Cały proces produkcji można poznać w największej, hawańskiej fabryce Partagas działającej nieprzerwanie od 1845 roku. Rum najczęściej podawany jest pod postacią drinków: cuba libre, daiquirí czy mojito, choćby w słynnej La Bodeguita del Medio, jednej z dwóch ulubionych knajp Hemingwaya. Muzykę zaś słychać zewsząd. Cóż więcej potrzeba do szczęścia?!
„Szczęście zależy od harmonii piękna, a piękno jest stanem ducha” twierdziła Nadia Payot, która na początku XX wieku wykreowała markę Payot i zrewolucjonizowała rynek kosmetyczny. Stan ducha i emocje mają ogromny wpływ na nasz wygląd i urodę. Miłujący piękno i radość Kubańczycy, zdają się każdą minutą swojego życia hołdować tej zasadzie. Z niezłym skutkiem! A naturalna, spotykana na każdym kroku muzykoterapia, choreoterapia i leczenie śmiechem, wyzwalają ogromne pokłady endorfin, również w turystach.Chemia i fizyka stosowana w luksusowych SPA ukrytych w turystycznych enklawach to jedynie uzupełnienie kojącego oddziaływania kubańskich klimatów. Choć trzeba przyznać, że godne. Bo choć odcięci od świata, Kubańczycy nie stronią od nowinek z dziedziny urody i kosmetyki. Na pełnym plaż północnym wybrzeżu, z dnia na dzień przybywa SPA. Niektóre powstają w nowoczesnych resortach Varadero czy na licznych wyspach nazywanych tutaj cayo (jak Cayo Coco, gdzie często przybijał swoim jachtem „Pilar” Hemingway). Inne wpisują się w kolonialną architekturę hoteli z tradycjami, jak Saratoga w Hawanie. Ale wszystkie zachowują niepowtarzalną atmosferę Kuby. 

(c) Katarzyna Sołtyk - Cayo CocoHotele SPA w ofercie polskich biur podróży: 
Hotel Sandals Royal Hicacos Resort[&]Spa w Varadero, www.sandalshicacos.com
Paradisus Princesa del Mar Resort [&] Spa w Varadero, www.solmelia.com
Paradisus Rio de Oro Resort [&] Spa – Playa Esmeralda, www.solmelia.com
Hotel Barcelo Marina Palace w Varadero, www.barcelomarinapalace.com
Hotel Saratoga w Hawanie, www.hotel-saratoga.com

Wszystkie (oprócz Hawany) położone tuż przy plaży, all inclusive. W cenie zajęcia fitness, korty tenisowe, sprzęt do windsurfingu, żeglarstwa, kajaki, a dla posiadaczy certyfikatów nawet jedno nurkowanie dziennie (np. w Paradisus Princesa del Mar), a także wstęp do basenów, saun, jacuzzi i łaźni parowych. Dodatkowo płatne są zabiegi: głównie masaże i hydromasaże. Tygodniowy pobyt all inclusive kosztuje od 7,5 tys. zł od osoby, dwutygodniowy – 11,5 tys. zł.