facebook

W naszym społeczeństwie kobieta walcząca utożsamiana jest często z rozszalałą feministką i agresywną manifestatorką odmienności. Jest symbolem sprzeciwienia się tradycji, kulturze i patriarchatowi

Tymczasem oprócz oczywistych praw do równego traktowania z mężczyznami, walczymy na co dzień o tolerancję i szacunek. Szukamy prawa do dokonywania własnych wyborów. Bo są nasze, tak jak życie. O co dziś walczymy? W skali społeczeństwa – o gwarantowany procentowo udział w wyborach,  możliwość ?decydowania o usunięciu ciąży, która zagraża życiu, zdrowiu matki lub jest wynikiem gwałtu, czy zniesienie dysproporcji płacy ze względu na płeć. Aby zaprzeczyć agresywnej konotacji działań kobiecych na arenie publicznej, warto wspomnieć, że panie angażują się też silnie w walkę o szanowanie Natury, ograniczenie konsumpcyjnego stylu życia, czy zaprzestanie stosowania przemocy i naruszania godności człowieka. Na poziomie lokalnym oraz najbliższego ?otoczenia – rodziny, współpracowników i znajomych – walczymy o prawo do… bycia sobą i życia według własnego pomysłu. Wbrew pozorom walka ta bywa znacznie trudniejsza niż mogłoby się wydawać. 

Wspólnota on-line

Z kobiecych wypowiedzi na forach internetowych wynika, że czujemy się ograbione z prawa do podejmowania decyzji już… o kierunku studiów. Młode dziewczyny skarżą się, że rodzice narzucają im, co one mogą „za ich pieniądze” studiować bądź wyrażają swoją dezaprobatę dla wyboru córki. „Po archelogii będziesz w muzeum kapcie podawać – idź na porządne studia!” – słyszą nastolatki. Selekcja dotyczy nie tylko edukacji, ale i wyboru partnera życiowego. I jak mogłoby się wydawać, nie są to dramaty dziewcząt z prowincji, ale dzieci zamożnych, wykształconych rodzic. „Zbuntowane” rówieśnice zagrzewają w swoich postach uciemiężone koleżanki do walki. „Dziś zabraniają ci studiować na ASP, a w przedszkolu nie mogłaś wybrać, jakie lubisz rajstopy. Jutro nie będziesz mogła dziecka posłać do wybranej przez ciebie szkoły lub emigrować!” – piszą. Internetowe „grupy wsparcia”, choć anonimowo, dają jednak możliwość wyjścia z ukrycia. Dyskusje on-line to szansa podjęcia walki o własną tożsamość.  Możliwość skonfrontowania tego, co nam wolno, czego byśmy chciały, w czym czujemy się ograniczane, często jest oknem na świat. Od tysiącleci wiadomo przecież, że świadomość jest motorem rozwoju. Rozwój jednych budzi lęk drugich.

Kto się boi buntowniczek?

Choć brzmi to egzaltowanie, wiele kobiet świadomie korzysta z możliwości wyjrzenia przez okno na świat. Jeśli nie dołączamy się do grup poparcia jakiejś idei w publicznej debacie, budujemy siłę do niezależności poprzez spotkania w kameralnym gronie lub w wirtualnej przestrzeni. Korzystające z forów internetowych kobiety nie tylko uświadamiają sobie, ?do jakich wyborów w życiu mają prawo, ale i walczą o nie – często z innymi kobietami, które samym sobie i dyskutującym to prawo odbierają. Niektórzy, chowając się za nick’ami w stylu unisex, oskarżają panie o niechęć do macierzyństwa lub jego odraczania na rzecz kariery, podróżowania, większych pieniędzy. Przykład? Martyna Wojciechowska, podróżniczka, dziennikarka, mama kilkuletniego dziecka. Na jej temat w sieci swego czasu aż huczało od oskarżycielskich opinii – no bo co to za matka, która zostawia malutką córkę pod czyjąś opieką i jedzie na koniec świata?! Nieważne, że na jej profilu na face book’u trudno znaleźć zdjęcia bez jej pociechy. Nieważne, że tworzone przez nią audycje wiele wnoszą w kwestii poznawania obcych kultur, oswajania odmienności, budowania damskiej wspólnoty. Nieistotne, że podróże to jej pasja i sposób na życie. Jej przeciwniczki wydają się tego nie dostrzegać. Dlaczego tak się dzieje? Otóż ramki, w które wkładają nas inni, są nie tylko krzywdzące dla osób krytykowanych, ale i wzmacniają społeczne stereotypy. Kobieta, która została napadnięta jest inaczej traktowana przez policję, jeśli miała na sobie prowokujący strój, niż gdyby była „przyzwoicie” ubrana. Tę pierwszą obciąża się współwiną. Nad tą drugą użala, współczuje. Prawo do wyrażania siebie przez strój, ozdoby, sposób mówienia, chodzenia są napiętnowane i koronowane bolesnymi łatami. Najczęściej przyklejają je ci, którym odbierano lub nadal odbiera się prawo do… decydowania o własnym losie. Często są to osoby o niskim poczuciu własnej wartości, lepiej czujące się jako niewyróżniająca się część masowości.

Być sobą mimo wszystko

„Spełnić można się na różne sposoby” – pisze aga23 – na jednym z forów internetowych. „Wszystko zależy od tego, co dla kobiety znaczy być spełnioną”. Decyzja o wyjeździe na kilka dni bez dziecka jest, jak wynika z relacji forumowiczek, niewielką zbrodnią w porównaniu z pozostawieniem półrocznego niemowlęcia pod opieką niani i powrocie do pracy. Winna jest zazwyczaj kobieta. To ona chce robić karierę, choć mąż przecież tego od niej nie wymaga. Forumowiczki skarżą się, że są szykanowane przez otoczenie za wiele innych życiowych wyborów. Z rozżaleniem, złością, ale i satysfakcją piszą o trudnym pokonywaniu drogi do odnalezienia własnej tożsamości i spełnienia. Wśród tych, które już osiągnęły swój Mount Everest lub chociaż karkonoską Śnieżkę, często są kobiety po przejściach. Warto pamiętać o tym, że spełnienie to spróbowanie w życiu wielu rzeczy. Tylko danie sobie przyzwolenia na poznawanie, smakowanie i słuchanie samego siebie, a następnie podejmowanie decyzji i konsekwentne dążenie obraną drogą może dać poczucie, że nie zmarnowało się swojego czasu.

Tekst: Anna Machnowska